Bez nazwy
Środa,
6 Listopada 2024 roku.
Wybory w USA
Donald Trump ponownie prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej!!!
Ustrój demokratyczny w modelowej postaci
W dniu 5.11.2024 r. odbyły się wybory 47-go prezydenta USA.
Został nim ponownie Donald John Trump, który sprawował już ten urząd w latach 2016-2020.
Kampania wyborcza była bardzo zaciekła, ponieważ rywalizowały ze sobą radykalnie przeciwstawne koncepcje światopoglądowe.
Zdecydowane zwycięstwo konserwatysty, republikanina Donalda Trumpa nad "postępową" marksistką Kamelą Harris było wynikiem
szeregu przyczyn, ale przede wszystkim reakcją większości wyborców na agresywne narzucanie przez Partię Demokratyczną
polityki tak zwanego progresywizmu (kuriozalnie rozumianego "postępu").
Wynik wyborów to także zdroworozsądkowe otrzeźwienie wobec pomieszania pojęć i odwracania ich znaczenia,
czyli stałego zabiegu stosowanego przez tak zwaną lewicę.
Wygląda na to, że powraca intuicyjne znaczenie pojęcia "demokracja".
Dla Polski wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA oznacza przede wszystkim odejście od proniemieckiego kursu administracji
prezydenta Bidena oraz (być może), co bardzo interesujące, powrót do strategicznego programu "międzymorza", który
w sposób oczywisty uderza w strategiczne interesy zarówno Niemiec jak Rosji. To także istotne osłabienie lobby
niemieckiego w Polsce.
Najciekawsze kwestie są takie:
- W jaką stronę pójdzie trwająca przebudowa układów geopolitycznych?
- Czy zostaną odnowione (a może powstaną nowe) systemy moralne naszej cywilizacji zachodniej?
- Czy Amerykanie (wespół z Brytyjczykami) powrócą do konkurencyjnego wobec Niemiec projektu "Międzymorza"?
Czwartek,
25 Marca 2021 roku.
Medycyna

Epidemmia światowa koronawirusa przyniosła, oprócz choroby, bardzo dużą porcję informacji.
Informacji z różnych dziedzin.
Jedną z takich dziedzin, dziedziną będącą na pierwszym planie, jest medycyna.
Pokazało się tu szereg zjawisk, które rzuciły sporo światła na te strony medycyny, które dotyczczas
były mało widoczne lub niedostrzegane.
Okazało się, że na temat powodującego epidemię wirusa wiedza jest po prostu nikła. Owszem, znamy jest budowę,
kształt, strukturę genetyczną. Ale w kwestii najważniejszej dla nas, to jest w zakresie sposobu
rozprzestrzeniania się wirusa, a także reakcji organizmu człowieka na atak wirusa
- okazło się, że wiedza jest chaotyczna, pełna hipotez,
sprzeczych ze sobą domysłów, odmiennych opowieści na ten temat.
Przykład. Od września mamy do czynienia z tzw. brytyjską odmianą koronawirusa. Prze kilka miesięcy
lekarze opowiadali, że jest to odmiana bardziej zakaźna, za to powodująca łagodniejszy przebieg choroby. Tak mówiono
jeszcze kilka dni temu.
Tymczasem dziś szłyszę w telewizji opinię lekarza, że owszem, jest to odmiana wirusa bardziej zakaźna, ale powodująca
poważniejsze objawy.
Okazuje się, że pół roku obserwacji nie daje jednolitych wniosków medycznych.
Na zarazę mamy taki sma sposób jak w powszchnie (i niesłusznie) krytykowanym średniowieczu: Dystans, Dezynfekcja,
Maseczki (DDM).
Niedziela,
14 Marca 2021 roku.
Wiara, Kościół, Religia
Wiara jest ideą czystą.
Wyrazem wiary jest religia, która wyraża wiarę przez słowa, czyny i gesty.
Kościół, Kościoły, Meczety - sprawiają, że
się gromadzimy, jesteśmy razem i w tej samej chwili przeżywamy doznania, które - oprócz tego, że z zewnątrz, płyną
z wewnątrz nas, właśnie z wiary.
To, że doznania płyną także z wewnątrz odróżnia spotkania religijne od np. zgromadzeń ludzi w teatrze, czy kinie,
gdzie wrażenia płyną tylko z zewnątrz.
Chociaż pojęcia: "Kościół, Kościoły, Meczety, religie, wiara", dotyczą tej samej dziedziny, czyli ducha lub,
inaczej nazywając,
duszy - nie oznacza to, że "Kościół, Kościoły, Meczety, religie" są tożsame z wiarą. Bardzo wiele osób myli te
pojęcia.
Wiele osób myli też wiarę z wiedzą.
Zabijanie w ludziach odczuwania wiary zaburza ich równowagę. Wytworzona asymetria czyni ich nadzwyczaj podatnymi
na wrażenia
płynące z zewnątrz. Daje to korzyści marketingowe i polityczne, wynikające z łatwego manipulowania ludźmi.
Oczywiście, zgromadzenia religijne mogą być (i niejednokrotnie były) wykorzystywane do celów politycznych
i marketingowych. Nie musi to od razu oznaczać niczego złego. Należy jednak być tego świadomym, że politycy i
biznesmani są
zdolni i skłonni do wykorzystania każdej możliwości wpływania na wyborców i klientów. W takim postępowaniu
politycy i biznesmani mogą, ale nie muszą kierować się dobrem wspólnoty. Niestety, historia uczy, że wiele
(a nawet bardzo wiele) osób nie zdaje sobie z tego sprawy. To, że tak wiele osób nie uświadamia sobie tego
zjawiska,
jest cechą każdej społeczności ludzkiej. Tak po prosu jest. Zostało to wielokrotnie udowodnione przez
dziedzinę nauki,
która nazwana została psychologią społeczną, a zajmuje się, m. in., metodami wywierania wpływu na ludzi.
Zostało też udowodnione, że wiara utrudnia wywieranie takiego wpływu. Jeżeli intencje tego wpływu są złe,
to wiara
jest czynnikiem dla dobra wspólnoty pozytywnym. Jeżeli jest odwrotnie, to wiara może stać się przeszkodą w
czynieniu dobra.
To, jak jest w rzeczywistej sytuacji, wymaga każdorazowej analizy. Do takiego namysłu potrzebny jest jednak czas,
którego często brakuje, a także potrzebna jest zdolność dokonywania analizy rzeczywistości - niestety,
zdolność nieobecna (uśmiercona lub przytłumiona) w wielu ludziach.
Oprócz innych wartości, wiara przynosi więc też taką, że uodpornia na manipulację.
Nawet z tego punktu widzenia lepsza jest wiara, niż brak wiary.
Na tym jednak nie koniec.
George Orwell w powieści "Rok 1984" opisuje mechanizm (i metodę) wpływania na wiarę ludzi. Wpływania na to,
w co ludzie wierzą.
W rzeczywistości powieściowej do zmiany tego, w co ludzie wierzą, służą seanse nienawiści, a dokładniej
obowiązkowe,
codzienne, zbiorowe "godziny nienawiści".
Zgromadzenia religijne umacniają wiarę w dobro. Opisane przez Orwella zgromadzenia podczas "godzin
nienawiści" mają na celu wzbudzanie i umacnianie nienawiści do osób wybranych na przedmiot takich nienawistnych
uczuć.
Psychologiczny mechanizm odziaływania jest w obydwu przypadkach podobny. Różnica jest jednak taka, że
zgromadzenia religijne
nakierowane są na wywoływanie uczuć pozytywnych, podczas gdy "godziny nienawiści" mają wywołać uczucia negatywne.
W tym miejscu trzeba poruszyć sprawę, która jest przedmiotem nieporozumień i manipulacji.
Wywoływanie uczuć pozytywnych nie stoi w sprzeczności z postawą krytyczną wobec zdarzeń i ludzi. Tymczasem, od ludzi
"wierzących" często wymaga się przymykania oczu na zło, bo taka postawa ma wyrażać uczucia pozytywne w
przeciwieństwie do negatywnych.
Na czym polega nieporozumienie? - Na nazywaniu krytyki "mową nienawiści".
Otóż, krytyczna postawa oparta na racjonalnych podstawach jest czymś
diametralnie różnym od mechanizmów przedstawionych przez Orwella w "godzinach nienawiści", podczas których postawa
krytyczna pozbawiona jest jakichkolwiek podstaw racjonalnych. Podczas "godzin nienawiści" odbywa się najzwyklejsza
tresura, która w przypadku ludzi bywa nazywana praniem mózgów. Mechanizm taki nie dotyczy racjonalności, lecz
podświadomości.
Dlatego jest ważne, by Kościół, Kościoły, Meczety umiały rozróżniać postawę krytyczną od postawy nienawistnej.
Jeżeli tak nie jest, oznacza to postawę antyczłowieczą. Z drugiej strony, Kościół, Kościoły, Meczety nie powinny
uciekać od postawy krytycznej tylko dlatego, że różne środowiska - powołując się na poprawność polityczną -
mylą krytyczną postawę z postawą nienawistną i każą Kościołowi, Kościołom, Meczetom - trzymać się z daleka od
zabierania
głosu w sprawach publicznych.
Kneblowanie krytyki jest skrajnością, choć leżącą na przeciwnym biegunie,
niż nienawiść. Bezkrytyczność nie jest, co prawda, rzeczą tak złą, jaką jest nienawiść. Może jednak prowadzić do
skutków równie złych.
"Prawdziwa cnota krytyk się nie boi" - pisał Ignacy Krasicki.
Sobota,
13 Marca 2021 roku.
Królestwo za konia!
Nie tylko Ryszard III, ale my także chętnie pozbędziemy się korony. Nawet nie za konia, ale za darmo. Choć
konia dobrze mieć. Oczywiście, chcemy oddać koronę razem z wirusem.
A niech to szlag! - można zawołać, a nawet trzeba.
Pomimo ogromnego, wydawałoby się, rozwoju nauki i techniki, ludzkość nadal nie daje sobie rady z chorobami.
Co więcej, z chorobami, wydawałoby się banalnymi, jak zakażenia wirusowe.
Bardzo wiele osób uważa słowo "średniowiecze" za symbol ciemnoty i prymitywizmu. Takie przekonanie wyniesiono
ze złej edukacji.
Tymczasem obecnie, dokładnie jak w średniowieczu, na zarazę mamy jedyną receptę: DDM, czyli Dezynfekcja,
Dystans, Maseczki.
Czy jest tak z powodu niedofinansowania badań naukowych? - Po części tak. Ale także z powodu pychy, która
kazała wierzyć,
że współczesna nauka wszystko może. Zafascynowani komputerami, smartfonami, pamięcią flash itd., itp.
- których zasady działania
mało kto zna i rozumie - zaburzyliśmy właściwą hierarchię wartości.
Okazuje się, że nie jesteśmy przygotowani na niebezpieczeństwa.
Brak przygotowanych procedur.
Aż strach wymieniać dziedziny, w których zaniedbujemy podstawowe bezpieczeństwo.
Czy szczepionki na koronawirusa są po to, by zwalczyć epidemię, czy po to, by zarobić jak najwięcej kasy?
Łatwo zaobserwować, że to drugie.
Gospodarka światowa nie pracuje dla dobra wspólnego, ale przede wszystkim dla napełnienia kasy nielicznej grupie ludzi.
Nie znaleźliśmy trzeciej drogi, drogi pomiędzy tzw. komunizmem a tzw. kapitalizmem.
W jednym rządzi ideologia równości na niby, w drugim pieniądz i towarzysząca mu ideologia jego bezgranicznego
gromadzenia.
Jedno i drugie wywiera na nas ogromną presję.
Presja komunizmu doprowadziła do sowietyzmu. Odpowiedzią kapitalizmu na sowietyzm było powiększenie tzw. klasy
średniej. Upadek sowietyzmu w 1989 r. zmniejszył presję komunizmu, co skłoniło kapitalizm do zredukowania klasy średniej.
To z kolei zwiększyło presję komunizmu.
Jaki stąd wniosek? Jaka jest ta "trzecia droga"? To oczywiste. Jest nią rozbudowa klasy średniej. Tak dużej
klasy średniej, jak tylko się da.
Przeszkadza w tym głupota, niestety powszechna, która sprawia, że w demokracji tylko szczęśliwy traf pozwala wybrać do władzy
ludzi chętnych i zdolnych pracować na rzecz dobra wspólnoty.
Piątek,
12 Marca 2021 roku.
Murzyn
W polskiej kulturze słowo „murzyn” nigdy nie miało i nie ma konotacji negatywnej, a tym bardziej nie ma znaczenia
obraźliwego.
Aktualnie obserwujemy szeroko zakrojone próby nadania słowu „murzyn” negatywnego, pogardliwego, wręcz obraźliwego
znaczenia.
Zasadniczą, choć nie jedyną, tego przyczyną są nieporozumienia na styku różnych tradycji kulturowych.
W tym przypadku chodzi o
kultury: polską oraz anglosaską.
Lapidarnie rzecz ujmując chodzi o to, że polskie słowo „murzyn” bywa niewłaściwie tłumaczone na język angielski
jako „nigger”,
„negr”, „negro” - co w języku angielskim, z powodu tradycji historycznych, ma konotację bardzo negatywną.
W języku polskim słowo „murzyn” nie znaczyło i nie znaczy tego, co znaczy słowo „nigger” w języku angielskim.
Szkoda, że
tłumacze często tego nie dostrzegają.
W języku polskim słowo „murzyn” stosujemy do nazwania człowieka o ciemnym kolorze skóry, na ogół mieszkającego lub
wywodzącego się z tzw. Czarnej Afryki (choć za Murzynów pomyłkowo brani są np. Etiopczycy lub indyjscy Drawidowie).
Taki człowiek jest, jak pisze Tuwim, naszym „koleżką”. Wynika z tego, że odpowiednikiem angielskim polskiego słowa
„murzyn” jest słowo „black”, a lepiej „black person”, ewentualnie „blackman” lub „blackwoman”. Z kolei angielskie
słowo
„nigger” należy tłumaczyć na polski jako – z przeproszeniem - „czarnuch” (co w rzeczywistości polskiej stosowane
jest
nadzwyczaj rzadko, właśnie z powodu obraźliwego wydźwięku tego słowa).
Kolokwialnie używa się czasem słowa „murzyn” na określenie kogoś, kto wykonuje pracę za kogoś innego. Ale nawet
w takiej
sytuacji jest to jedynie przenośnia, która nie ma na celu obrażania takiej osoby, co najwyżej wyraża współczucie.
Użycie w takiej sytuacji słowa „czarnuch” mogłoby oznaczać właśnie obrazę godności.
To zrozumiałe, że osoby zafascynowane lub trwale związane z językiem angielskim przenoszą na grunt polski negatywne
znaczenie słowa „nigger”. Dlatego należy skorygować błąd w tłumaczeniu.
Z podobnym, choć nie tak emocjonalnie angażującym, przypadkiem mamy przecież do czynienia np. z czeskim „czrstwy”
i polskim „świeży” – słowami pozornie przeciwstawnymi, a znaczącymi dokładnie to samo. Jednak nikt – na szczęście –
nie wpadł na pomysł, by kazać w piekarni pytać: - „Czy jest czerstwy chleb?”.
Ogólnie biorąc, w kulturze polskiej nie ma tradycji poniżania kogoś w sposób choćby zbliżony do tego, jak traktowano
Murzynów w wielu „białych” kulturach. Owszem, znane są w języku polskim słowa, które – choć nie mają poważnych złych
intencji – mogą być przez niektóre osoby odbierane negatywnie, jak choćby „mańkut”, „garbus”, czy „świński blondyn” –
ale raczej są używane rzadko i wyłącznie kolokwialnie w sytuacjach mniej oficjalnych. Na pewno nie niosą w sobie
takiej
pogardy, z jaką kiedyś Anglosasi (i nie tylko oni) traktowali Murzynów.
Nie dziwię się Murzynom, że ostro reagują na słowo „nigger”. Ale nie powinni tak reagować na słowo „murzyn”, ponieważ
„murzyn” nie znaczy „nigger” (czyli „czarnuch”) lecz „black person”. Właśnie tak, jak Murzyni chcą być nazywani.
Spodziewam się, że Rada Języka Polskiego będzie się przeciwstawiać dyktaturze poprawności politycznej, która
w przypadku
słowa „murzyn” wynika z nieporozumienia. Zamiast tego Rada (a właściwie w jej imieniu jeden z jej członków, profesor)
napisał m. in., że słowo "murzyn" nabiera negatywnej konotacji, a swoje stanowisko uzasadnia w sposób tyleż
bałamutny co niespodziewany u, bądź, co bądź, profesora, chociaż tylko nadzwyczajnego. By nie poczuł się dotknięty,
nie wymieniam
tu jego nazwiska, każdy może zapoznać się z jego argumentacją
tutaj.
Pan profesor przytacza m.in. powiedzenie: "100 lat za Murzynami", które nie oznacza niczego negatywnego o Murzynach,
lecz jest
skrótem myślowym przywołującym stosunkowo niski poziom rozwoju gospodarczego krajów afrykańskich.
Po
profesorze uniwersytetu, polskim "językoznawcy" - spodziewałbym się lepszej znajomości kultury i ducha języka
polskiego.
Inna rzecz, że profesor nie zajmuje jednak radykalnego stanowiska w tej sprawie, lecz stara się zająć stanowisko
kompromisowe.
Kompromis w sprawie jednoznacznej jest zawsze "zgniły". Nic dziwnego, że Rada Języka Polskiego odcięła się
(choć trochę w stylu Pytii) od stanowiska profesora. Oświadczenie Rady (w spisie dokumentów Rady nazwane
"Oświadzczeniem") można przeczytać
tutaj.
Przy okazji, należy zwrócić uwagę, że oficjalną stronę internetową Rady Języka Polskiego wypada,
choćby od czasu do czasu, poddać korekcie ortograficznej. To chyba oczywiste.
Swoją drogą ciekawe, że słowu „murzyn” negatywne znaczenie usiłują nadać ludzie o białym kolorze skóry,
poczuwający się,
nie wiedzieć czemu u nas, do winy z powodu kolonializmu.
Dlaczego mamy zmieniać swój język ojczysty z powodu czyjegoś „widzimisię”, opartego na niezrozumieniu
polskiej kultury
i tradycji?
Nie wszyscy Europejczycy mają taką samą tradycję. Bardzo się nawet pod względem historii i tradycji różnią.
Także pod względem mentalnym. Narzucanie "urawniłowki" w tym zakresie przypomina zapędy totalitarne.
Poniedziałek,
8 Marca 2021 roku, Dzień Kobiet.
Czy Dzień Kobiet jest jeszcze poprawny politycznie?
Trochę historii.
W starożytnym Rzymie w dniu 1 marca obchodzono święto o nazwie Matronalia.
Obchody Dnia Kobiet ogłosiła w 1910 r., w Kopenhadze, Międzynarodówka Socjalistyczna, jednak bez podania daty
obchodów.
Dzień 8 marca ustanowiono Międzynarodowym Dniem Kobiet w Związku Sowieckim wkrótce po rewolucji 1917 r.,
jednak dopiero od 1965 r. był to tam dzień wolny od pracy.
Niekiedy Dzień Kobiet bywa nazywany Świętem Kobiet. To pozostałość PRL-u, kiedy religijne pojęcie "święto" było
stosowane do
niereligijnych dni "wyjątkowych" w oficjalnym kalendarzu (dni niepowszednich) jak "Święto Pracy (1 maja)", "Święto
Odrodzenia Polski (22 lipca)", "Święto Rewolucji Październikowej", "Święto Wyzwolenia Warszawy" -
warszawskie, "Święto Wyzwolenie Krakowa" - krakowskie itd.
W czasach pierwszej "Solidarności" Dzień Kobiet przypadł tylko raz. Był powszechnie wyśmiewany i pogardzany, także
przez kobiety.
Dziś znowu Dzień Kobiet jest przyjmowany z sympatią. Jednak już nie ma szeroko zakrojonych akcji,
jakie przeprowadzano w czasach "realnego socjalizmu", kiedy w zakładach pracy obdarowywano pracownice
kwiatkiem (zazwyczaj był to goździk lub tulipan) albo drobnymi upominkami, np. rajstopami (które były dość drogie i brakowało
ich w sklepach).
Odium "święta komunistycznego" już przeminęło.
Po ostatnich oświadczeniach Rady Języka Polskiego należy się jednak spodziewać, że Dzień Kobiet zostanie potępiony,
jako przejaw nietolerancji, nienawiści. Kto wie, może nawet faszyzmu?
O tempora, o mores!
Niedziela,
12 Kwietnia 2020 roku, WIELKANOC.
LIBERALIZM JEST TRUCIZNĄ
Wielkanoc - czas zadumy. Zadumy nad losem człowieka. Nad jego egzystencją. Nad wyznawanymi przez niego wartościami. Wreszcie, nad "grzechami ludzkości", za
które cierpiał Galilejczyk Zbawiciel. Czy czegoś się nauczyliśmy? Jako ludzkość chyba nie. Nadal trwa niekończąca się walka dobra ze złem.
Panująca dziś na całym świecie zaraza wnosi do przestrzeni publicznej refleksje koncentrujące się wokół losu człowieka,
poświęcenia, solidarności. Coraz więcej osób dostrzega, że dotychczasowy system społeczno-gospodarczy jest nieprzygotowany do obrony przed niebezpieczeństwami.
Pomimo znacznie większej wiedzy, niż np. w średniowieczu, wiedzy tej nie wykorzystujemy.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: Bo to się nie opłaca.
Żyjemy w systemie,
ukształtowanym przez liberalizm i jego współczesną wersję, neoliberalizm. Liczy się nakręcanie konsumpcji, która stała się jedyną powszechną wartością.
Aż tu nagle, z powodu inwazji śmiertelnie niebezpiecznego wirusa, okazało się jak ważna jest służba zdrowia. Służba - to słowo wychodziło już z użycia, zastąpione
pojęciem usługi medycznej. Zdrowie jako towar na sprzedaż. Oczywiście, zawsze służba zdrowia była przeliczana na pieniądze. Ale mimo to pozostawała służbą
z charakterystycznym, znanym od starożytności etosem. Liberalizm i kult zysku sprawiły, że lekarze, pielęgniarki i przedstawiciele innych zawodów
medycznych stali się, statystycznie biorąc, ludźmi prawie biednymi. Zupełnie niewspółmiernie do znaczenia i ponoszonej odpowiedzialności.
Ogromne pieniądze kierowane są do piłkarzy, aktorów, menedżerów kierujących korporacjami, kreatorów medialnych i marketingowych.
Nagle, powtarzam: nagle okazało się, że tak naprawdę życie, gospodarka, ba! - nawet cały świat, zależy od służb medycznych. Żąda się od nich bezgranicznego poświęcenia,
włącznie z narażaniem życia i zdrowia. Prawie za darmo.
Ciekawe, jak będzie, kiedy zaraza ustąpi. Czy znowu świat stanie na głowie?
Liberalizm jest trucizną niebezpieczną dlatego, że apeluje do naturalnych tęsknot człowieka za nieograniczoną swobodą i bezgraniczną wolnością. W rzeczywistości,
liberalizm kończy się ekstremalnym wykorzystywaniem słabszych lub po prostu uczciwszych. Wielokrotnie doprowadzał do wojen, by nieliczni mogli się bogacić kosztem
milionów ofiar. Komunizm też nic nie zmienił, bo to jest tylko inna odmiana liberalizmu, liberalizmu z nieco innym rodowodem.
Wielkanoc w czasie zarazy bardziej niż zwykle skłania do zadumy nad sprawiedliwością, obywatelskością, państwem. Rozważania Sokratesa i Platona o człowieku sprawiedliwym
są nadal aktualne. Bardzo aktualne. Od dwóch i pół tysiąca lat nic się nie zmieniło!
Piątek,
10 Kwietnia 2020 roku.
ROMANTYZM I POZYTYWIZM
Rywalizacja dwóch postaw w polskiej tradycji: pozytywizm kontra romantyzm. Pozytywizm przedstawiany jako kult racjonalizmu, gdzie na piedestale
jest "mędrca szkiełko i oko". A romantyzm to rzekomo tylko emocje, pozbawione realizmu, rozsądku.
W rzeczywistości romantyzm godzi ze sobą wiedzę i emocje. Łączy racjonalizm z wartościami duchowymi.
Dzieła romantyczne niosą zarazem i wiedzę, i ducha.
Odrodzenie i romantyzm -
to pozornie inne przestrzenie. Pozornie, bo Odrodzenie przecież było pełne duchowości.
W dziełach romantycznych są bezpośrednie odniesienia do twórczości Odrodzenia.
Takim odniesieniem jest choćby początek Inwokacji do Pana Tadeusza.
Porównajmy.
Kochanowski: "Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz."
Mickiewicz: "Litwo, Ojczyzno moja, Ty jesteś jak zdrowie. Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Cię stracił."
Romantyzm harmonijnie godzi wiedzę z wiarą, a jednocześnie traktuje wiedzę i wiarę jako przestrzenie całkowicie odmienne, jako dwa niezależne od siebie komponenty
człowieka.
Inaczej pozytywizm. Pozytywizm ucieka od wiary.
Kończy się to i tak wiarą. Ślepą wiarą w naukę.
"Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy." Pozytywizm to "szkieletów ludy".
Te "szkieletów ludy" z jednej strony obchodzą Wielkanoc, a z drugiej uciekają od symbolu chrześcijaństwa, tak związanego z Wielkanocą, którym jest krzyż.
Robią z Wielkanocy święto jajek i zajączków, święto wiosny, święto odrodzenia życia. Owszem, to wszystko jest związane z Wielkanocą, ale jako dodatek, ozdobnik.
I to raczej baranek, a nie zajączek.
Sensem tego święta jest coś innego. Coś znacznie głębszego. Poważnego.
Czwartek,
9 Kwietnia 2020 roku.
CZAS!
Tym razem będzie o czasie w znaczeniu potoczny. Czas wolny. Masz czas? Nie mam czasu. Te i podobne frazy oddają nasze poczucie czasy,
czyli postrzeganie przemijania zdarzeń. Bieg zdarzeń, ogromny natłok informacji i propozycji działania sprawia, że coraz bardziej skarżymy się
na brak czasu. Staramy się robić wszystko nazbyt szybko. Szybko gotować, szybko jeść, szybko czytać, szybko pisać. Jesteśmy mniej cierpliwi. Czytamy
i na skutek tego piszemy tylko krótkie teksty. Coraz więcej osób nie ma czasu na myślenie, ponieważ - z braku czasu - zamiast myśleć mówią (bredzą?)
lub piszą. Tak się spieszą, że nie potrafią czytać i pisać ze zrozumieniem. Mniej śpimy, ale czasu nie przybywa. W końcu... dochodzi do tego, że nie potrafimy
się zrelaksować. Bierzemy coś na sen, ale się nie wysypiamy.
Komentatorzy przestrzeni publicznej stwierdzają: życie przyspieszyło! Ale tak naprawdę, to my przyspieszyliśmy nasze działania.
Najważniejsze jest, byśmy nie zostali podporządkowani technologii. Technologia ma służyć nam, a nie na odwrót.
Środa,
20 Marca 2019 roku.
BRAAAAWO MALUTKIIII!!!!
Niedziela,
20 Stycznia 2019 roku.
REKLAMA
Reklama staje się coraz bardziej nachalna. Już przeszła punkt krytyczny, zarówno w zakresie przyswajalości treści,
jak możliwości odbioru. Kryzys jest ilościowy (przekaz madialny jest
wprost zalany reklamą, przeładowany) oraz jakościowy. Dla obniżenia kosztów spoty reklamowe
są podobne do siebie w zakresie formy, co wzmacnia efekt przesytu.
Zjawisko przybrało na tyle duże rozmiary, że w przypadku telewizji zaczyna odpychać coraz większą grupę dotychczasowych widzów.
W przypadku radia jest jeszcze znośnie, choć także radio niebezpiecznie zbliża się do granicy krytycznej.
Lepiej jest z prasą, ponieważ reklama prasowa nie może być tak agresywana, jak telewizyjna i radiowa. Jest łatwiejsza
do ominięcia, choć takż bywa irytująca.
Szkoły aktorskie stały się szkołami pracowników reklamy. Telewizja i radio zatracają misję, jakakolwiek by ona dotąd
nie była.
Reklama często wprowadza odbiorców w błąd. Bezwstydnie ich "nabiera".
Z drugiej strony, rynek i klienci coraz bardziej potrzebują rzetelnej informacji. Tymczasem, pomimo ogromnego, wręcz eksplozywnego rozwoju
środków komunikacji, trudno dotrzeć do rzetelnych informacji.
W powszecnym chaosie informacyjnym prowadzona jest informacyjna wojna. Coraz trudniej odróżnić informację prawdziwą od fałszu. Zamiast
informacji są przekazywane subiektywne komentarze.
Mieszanie prawdy i fałszu stało się metodą urabiania przestrzeni publicznej. Konsumpcyjnej, politycznej i obyczjowej.
Poniedziałek,
31 Grudnia 2018 roku.
CZAS
Można dziś powiedzieć: Tak oto przeleciał rok.
Ten kolokwializm jest powszechny i naturalny. Jest wyrazem systemu
analizującego rzeczywistość, tkwiącego w nas głęboko.
W celu uporządkowania napływających informacji umysł wytworzył ideę czasu.
Przede wszystkim należy podkreślić, że w rzeczywistości nie ma czegoś, co potocznie nazywamy czasem, co
uważamy za czas, co określamy jako czas.
Idea czasu służy do automatycznego (podświadomego) analizowania przez nas tego, co się dzieje
w rzeczywistości. Między innymi, do uporządkowania i zapisu informacji docierających do umysłu
od narzędzi zbierania informacji, czyli naszych zmysłów (celowo nie piszę o mózgu, ale
o umyśle - mózg jest materialny, umysł jest niematerialny - tak jak hardware i software).
Czym jest zatem czas?
Czas jest narzędziem myślowym służącym do porównywania trwania (dziania się: rozpoczynania, kontynuowania
i kończenia się) rzeczywistych i abstrakcyjnych zdarzeń. Przy pomocy tego narzędzia
opisujemy zdarzenia porównując je do innych, wybranych zdarzeń rzeczywistych lub abstrakcyjnych.
W celu porównywania trwania zdarzeń definiujemy jednostki czasu:
- sekunda jako część (1/31556925,9747) trwania roku zwrotnikowego (zdarzenie wzorcowe: rok zwrotnikowy);
- sekunda równa 9192631770 okresom przejścia atomu
cezu (133Cs)na inny
poziom energetyczny (zdarzenie wzorcowe: zmiana poziomu energetycznego cezu); ta definicja obowiązuje
do dziś.
Pojęciem czasu zajmowali się filozofowie już od czasów starożytnych. Niektórzy dochodzili
do wniosków zbliżonych do mojego poglądu, który przedstawiłem powyżej: czas jako idea,
narzędzie analityczne.
Jest ciekawe i znamienne, że koncepcje czasu przedstawione przez Arystotelesa, Platona, Kanta,
Bergsona, Husserla, Heideggera - pozostają do dzisiaj praktycznie nieznane. Nieznajomość
problematyki istoty czasu cofa nas o tysiące lat.
Nieznajomość problematyki czasu jest skutkiem luki w edukacji, która dotyczy
także osób z wyższym wykształceniem.
Niedostateczna wiedza lub strach przed filozofią i matematyką są przyczyną tworzenia
dziwactw interpretacyjnych szczególnej teorii względności, sformułowanej przez Einsteina.
Koncepcja czasu, wprowadzona przez Einsteina w szczególnej teorii względności, jest zabawą czysto
matematyczną i dokładnie odzwierciedla nasz kłopot (trudność umysłu ludzkiego) w zrozumieniu
istoty świata mikro
. Nasze widzenie świata makro
umysł automatycznie
ekstrapoluje na świat mikro
. Od tego automatyzmu prawie nie sposób się uwolnić.
Potraktowanie czasu jako zmiennej matematycznej, a w dodatku jako zmiennej zależnej, jest koncepcją
czysto abstrakcyjną. Nie ma to żadnego rzeczywistego odniesienia - bo mieć nie może.
Teorie względności, szczególna i ogólna, są interesującymi grami
matematycznymi. Jeżeli
przenosimy je do świata rzeczywistego, to prowadzą nas na manowce i nie przybliżają
do poznania rzeczywistego świata, o którym możemy powiedzieć, że im więcej go badamy, tym bardziej
okazuje się, że:
1) coraz więcej wiemy, coraz więcej potrafimy kontrolować i zmieniać (postęp techniczny);
2) obserwujemy poszerzanie się zakresu naszej niewiedzy, wyłania się coraz więcej obszarów,
o których naturze nic nie wiemy.
Nie wiemy, na przykład, dlaczego Ziemia przyciąga. Niektórzy, zanim się zastanowią, uważają, że
znają odpowiedź na to pytanie. Jednak, kiedy zaczynają odpowiadać, to najczęściej robi się z tego
masło maślane
.
Nie wiemy, jak jest zbudowana materia, choć potrafimy budować jej bardzo skomplikowane
i pożyteczne modele.
A przede wszystkim nie wiemy, czym jest energia, choć potrafimy obserwować i obliczać efekty jej działania.
Wróćmy jednak do czasu.
To nie czas płynie, to my płyniemy. Tak jak wszystko (Heraklit, VI/V w. p.n.e.).
W roku 2018 przepłynęliśmy (trwaliśmy, działaliśmy) tyle, ile trwał pełny obrót Ziemi wokół
Słońca.
Szczęśliwego pływania w Nowym Roku 2019!
Wtorek, 13 Marca 2018 roku.
WOLNOŚĆ
Wolność jest jedną z wielkich idei. Jej rzeczywistą realizacją najbardziej odczuwalną jest wolność fizyczna
, która sama
też ma wiele rodzajów. Ideą pokrewną, pochodną iei wolności jest idea człowieka wolnego
. Wolność idealna jest możliwość
działania według własnej woli (zamiaru, chęci). W warunkach społeczności ludzkiej, w celu uniknięcia konfliktów między działaniami
innych ludzi, konieczne są (i obowiązują) reguły kulturowe i prawne na wypadek zaistnienia takich konfliktów. Człowiek prawdziwie wolny
jest wolny nie tylko wolnością własną, ale także wolnością innych ludzi.
Idea wolności ma tak duży ładunek emocjonalny, że była i jest podstawowym pojęciem używanym w propagandzie politycznej.
Hasło wolności silnie oddziałuje na ludzi, do których jest adresowane.
Propagandowe manipulowanie pojęciem wolności przyczynia się do odzierania go z logicznego znaczenia. Z drugiej
strony, . Gdyby poważnie potraktować kontekst
używania słowa wolność w propagandzie, można by dojść do wniosku, że propagandowe użycie tego słowa przesuwa jego
znaczenie w kierunku pojęcia "swawola", czyli robienie co się komu żywnie podoba.
Używanie słowa wolność miało pierwotnie cele bardzo pozytywne. Do czasu, kiedy wpadnięto na pomysł wykorzystywania go
do manipulowania (cynicznego kierowania) opinią społeczną i jej nastrojami.
Kiedy się to zaczęło? Na pewno już w starożytności. Gdzie? Najprawdopodobniej w Grckich polis. Zjawisko manipulowania
pojęciem wolności znane było w czasach Sokratesa i jego sporów z sofistami. Manipulowano w dobrych i złych celach.
Pojęciem tym skutecznie się posługiwał Demostenes w swoich filipikach. Pojęcie wolności leżało u podstaw surowego
ustroju politycznego Sparty, gdzie konsekwentne jego stosowanie prowadziło do skrajnego dyscyplinowania woli
poszczególnych obywateli.
Pojęcie wolności od początku tworzyło podstawy religii chrześcijańskiej.
Wolność była motywacją wspaniałych, pozytywnych działań w zakresie ustrojów państwowych w średniowiecznej Europie
(angieska Magna Charta Libertatum).
W Polsce wolność leżała u podstaw ustroju społecznego od najdawniejszych czasów (jeszcze przed Mieszkiem). ALe także
u Wikingów pełniła podobna rolę.
Wykorzystanie wolności w złych celach objawiło się z dużą siłą w I RZeczypospolitej, zwłaszcza od XVII w., w formie
intensywnej działalności obcej agentury, zwłaszcza (ale nie tylko) rosyjskiej i pruskiej. Przybrało to apogeum
w wieku XVIII, kiedy agentura zdołała osadzić na polskim tronie swojego przedstawiciela.
Piątek, 5 Stycznia 2018 roku.
EKONOMIA
Wybrałem ekonomię jako pierwszy temat w Nowym Roku. Z jednego powodu: odkąd pamiętam, w przestrzeni publicznej
różni "mądrale" lansują teorie (nazywają je "ekonomią"), a które są bredniami, które zakłócają wizerunek ekonomii.
Prawdziwa ekonomia jest nauką i sztuką umiejętnego gospodarowania.
Dlaczego teraz to jest tak ważne?
Dlatego, że wchodzimy w rok obchodów stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości i warto popatrzeć jak ekonomia
wpływała na niepodległość naszego państwa. Jest to nardzo pouczające.
Z naszej historii wynika niezbicie, że czynnik ekonomiczny był jednym z elementów przesądzających o naszych
zwycięstwach lub klęskach.
Inne elementy to między innymi: miłość Ojczyzny (patriotyzm), wyszkolenie wojskowe, umiejętność planowania
strategicznego, polityka zagraniczna.
Każdy z tych czynników - z ekonomią włącznie - jest elementem koniecznym sukcesu, ale żaden nie jest elementem
wystarczającym.
Nie od dziś gospodarka jest elementem strategii państw.
Utrudnianie rozwoju gospodarczego często jest
narzędziem rywalizacji międzynarodowej.
Wiadomo nie od dziś, że z wojnami wiążą się ogromne przepływy kapitału.
Siła gospodarcza i niepodległość są nierozłączne. Gospodarka - w czasie pokoju - zdolna jest mobilizować
do działania ogromne siły. Kalkulacje gospodarcze stoją za wieloma działaniami politycznymi.
Ekonomia jest nauką o sztuce gospodarowania.
Tymczasem w przestrzeni publicznej rozpleniła się propagandowa karykatura ekonomii. Pełno w niej sprzeczności. Dużo
nieprawidłowo używanej statystyki. Dużo indoktrynacji ideologicznej, najwięcej liberalnej.
Odbiorcy medialnych przekazów ekonomicznych czują się zagubieni także z powodu braku podstawowej nawet edukacji
ekonomicznej w szkołach.
Większość odbiorców nie wie co to PKB i dlaczego się o nim mówi. Nawet nie zapytają o PNB...
Mówi się o rynku pracy, podczas gdy niczego takiego nie ma. Tak jak nie ma wolnego rynku, o którym mówi się jeszcze
więcej. Rynek - wyjąwszy miejsce
geograficzne zwane rynkiem - to tylko model intelektualny, służący do diagnozowania i opisu zjawisk
makroekonomicznych.
Kolejne zakłamane pojęcie to "pracodawca". Zakłamane, bo nie odzwierciedla rzeczywistości. Nikt tu przecież nikomu
niczego nie daje.
Po prostu przedsiębiorca kupuje czas i pracę pracownika. Następuje przy tym szereg wzajemnych zobowiązań,
i tych formalnych, i tych nieformalnych (np. etyczno-moralnych) - dotrzymywanych później lub nie.
Szczególna odpowiedzialność w opisie rzeczywistości ekonomicznej ciąży na dziennikarzach. Niestety, etyka w tym
zawodzie jest nadal
mizerna i bardzo wielu dziennikarzy można przyrównać do piesków, obszczekujących wszystko wokół. Towarzyszy temu
kiepski poziom wiedzy ogólnej przeciętnego dziennikarza.
Nic dziwnego, że duża, choć na szczęście głównie dzięki internetowi malejąca część społeczeństwa, łatwo ulega
manipulacjom. Na przykład można było skutecznie przez 28 lat wmawiać, że rozdrabnianie firm jest korzystne,
duże firmy to "molochy", a "małe jest piękne" - co wystawiało Polskę na łup międzynarodowych koncernów i czyniło ją
łatwym rynkiem zbytu dla obcych produktów. Wydobycie się z tej pułapki będzie nas dużo kosztować.
Niedziela, 10 Grudnia 2017 roku.
SITWIZM
W czasie dyskusji na temat Konstytucji ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych sformułowali tezę, że dla demokracji
najgroźniejsze są fakcje.
Fakcjami (nie mylić z frakcjami) nazywamy nieformalne grupy interesów. W języku potocznym
fakcje to inaczej "sitwy".
Sitwy są zjawiskiem starym jak świat.
Demokracja jest - z powodów formalnych - ustrojem bardzo słabo zabezpieczonym przed sitwami.
Inne ustroje lepiej radzą sobie z tym zagrożeniem. Najmniej wrażliwe na niebezpieczeństwo ze strony fakcji są systemy totalitarne
(władza absolutna).
Demokracji stale trzeba bronić przed sitwami.
Rzeczpospolita Polska jest owocem demokracji, republikańskiego ducha, którego
historyczne korzenie sięgają czasów jeszcze przed Mieszkiem I. Podobnie długą historię mają polskie fakcje i ich szkodliwy wpływ na
Państwo Polskie. Podobnie długa jest nasza historia walki z fakcjami.
Jeżeli chcemy zachować Rzeczpospolitą (Republikę), to musimy przeciwstawiać się sitwom, których interes zawsze, wcześniej lub później,
staje w sprzeczności z interesem wspólnoty republikańskiej.
Szczególną uwagę musimy zwracać na liberalizm, który jest ulubionym
przebraniem sitw, co okazało się bardzo niebezpieczne w naszej historii. Liberalizm pozornie opowiada się po stronie wolności,
pozornie broni wolności. Lecz w gruncie rzeczy tę wolność niszczy dla partykularnych interesów. Nieodłączną, choć skrywaną cechą
liberalizmu jest pazerność i chciwość.
Polacy potrafili rozpoznawać fakcje i bronić się przed nimi. Nie zawsze skutecznie, nie zawsze w porę.
Przykładem skutecznego przeciwdziałania fakcjom jest okres walk Władysława Łokietka o tron krakowski. Ówczesna klasa średnia
(średniozamożne i biedniejsze rycerstwo) doprowadziła do rewolucyjnych zmian powstrzymujących zapędy możnowładców (oligarchów),
którym nie "pasowała" silna władza centralna.
Nieskuteczne okazało się przeciwdziałanie fakcjom, których działanie doprowadziło do rozbiorów Polski w XVIII w. Pociągnęło to
ogromne i krwawe ofiary, składane przez każde z kolejnych pokoleń. Skutki tej porażki odczuwamy do dzisiaj.
Fakcje bywały i są także dzisiaj wykorzystywane przez naszych wrogów.
Piątek, 24 Listopada 2017 roku.
Marsz Niepodległości
Opadły emocje medialne po Marszu Niepodległości w dniu 11 Listopada.
Pora zatem na wnioski.
- Marsz wzbudza wściekłość (i strach?) w środowiskach lewackich (polskich i zagranicznych). Tak było i tak będzie.
Jest to zjawisko przewidywalne. Dowodzi skuteczności Marszu.
- Marsz unaocznia dużą siłę szeroko rozumianego obozu niepodległościowego. Nazywanie patriotów nacjonalistami jest
sprytnym zabiegiem pojęciowym. Między innymi z powodu różnych znaczeń (w różnych językach) słów "naród", "ojczyzna",
"patrotyzm" - pojęcia te są dowolnie interpretowane i służą przewrotnym manipulacjom.
- Marsz pokazuje też dużą siłę środowisk tzw. narodowych. Środowiska "narodowe" są bardzo zróżnicowane, ale mają wspólną
płaszczyznę: patriotym jest ich podstawową ideą. W znaczeniu politycznym są marginalizowane, do czego same
się przyczyniają będąc podatnymi na różne zewnętrzne manipulacje. Ta podatność jest skrupulatnie wykorzystywana.
Moim zdaniem, pozycja polityczna środowisk narodowych, pozytywne wykorzystanie ich potencjału będzie jednym
z najważniejszych czynników rozwoju Polski.
- Marsz przyniósł konieczność przemyślenia kilku spraw przez przywódców środowisk narodowych. Jedną z tych spraw jest
zwiększenie kontroli nad Marszem. Ograniczy to w jakimś stopniu wolność wypowiedzi, ale jest to cechą naturalną:
każda, absolutnie każda organizacja w pewnym stopniu ogranicza wolność. Trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Inną sprawą
jest stosowanie lepszych metod marketingu politycznego. Kolejną jest konieczność prowadzenia edukacji politycznej
w swoich środowiskach. Choć trzeba przyznać, że świadomość polityczna w tych środowiskach jest duża. Wymaga jednak
pewnego szlifu. Powoływanie się na wielkie postaci historyczne, przede wszystkim na Romana Dmowskiego, przestaje
dziś wystarczać. Powinni znaleść kogoś, kto intelektualnie choć w części dorówna Dmowskiemu, lub chociażby zrozumie
jego poglądy. Ograniczanie się do cytatów nie posuwa i nie uwspółcześnia tych poglądów. Dużym problemem środowisk
"narodowych" są - właściwie od bardzo dawna - próby nadania "ruchowi narodowemu" charakteru liberalnego.
- Marsz posiada duży potencjał rozwojowy, którego nie wolno zmarnować ustępując zmasowanym atakom przeciwników.
Czwartek, 23 Listopada 2017 roku.
Polityczna Europa
Trzeba to wreszcie powiedzieć:
W Unii Europejskiej dominuje komunizm.
Oczywiście nie jest to komunizm bolszewicki (znany z Rosji), ale komunizm zachodnioeuropejski.
Mieszkańcy krajów byłego tzw. obozu socjalistycznego (ZSRR i państwa satelickie-wasalne) przyzwykli do patrzenia na komunizm przez
pryzmat swoich doświadczeń z bolszewizmem.
Tymczasem na zachodzie Europy mamy do czynienia z kulminacją komunizmu, który rozwijał się tam systematycznie od XVIII w.,
przybierając różne formy. Jedną z nich był tzw. eurokomunizm w latach 60. i 70. XX w.
Komunizm zachodnioeuropejski i komunizm rosyjski łączy co najmniej jedna cecha: obydwa powstały w państwach od stuleci
uprawiających agresję w skali kontynentalnej i globalnej. Komunizm "zagospodarowuje" tą agresję.
Utrwalił się obraz Europy Zachodniej jako obszaru wolności i demokracji. Ten wizerunek został stworzony na użytek
"zimnej wojny". Dokładano starań, by - przynajmniej formalnie - przestrzegać zasad demokracji, zgodnych z tym wizerunkiem.
"Zachód" musiał bowiem przeciwstawić się ideologii bolszewickiej, atrakcyjnej społecznie dzięki przewrotnej propagandzie.
Jednak dzisiaj widać coraz wyraźniej, jak wygląda sprawa zachodnioeuropejskiej wolności i tolerancji.
Państwa Europy Zachodniej wykształciły agresywną mentalność w stosunku do reszty świata. Nie oznacza to, że tamtejsza ludność
jest przeżarta agresją. To tamtejsze elity (czyli wpływowi ludzie) kształtują społeczeństwo (kształtują do pewnego stopnia,
chciałyby więcej).
Agresja elit Europy Zachodniej wybuchała wielokrotnie w przeszłości.
Przykłady:
- Wyprawy krzyżowe. W tym najbardziej bezsensowna czwarta wyprawa, zakończona zdobyciem i złupieniem chrześcijańskiego (!)
Konstantynopola. Wojny religijne wewnątrz chrześcijaństwa toczono już wtedy (dygresja: przypisywanie Lutrowi winy za
zapoczątkowanie wewnątrzchrześcijańskich wojen religijnych jest bezsensowne, jest rezultatem propagandy; odpowiedzialność
ponoszą elity).
- Podboje i kolonializm. I tu także propaganda polityczna próbuje zrzucić winę na chrześcijaństwo.
Tymczasem tych zbrodni dokonały złodziejskie elity, posługujące się nierzadko zwykłymi rzezimieszkami. Chrześcijaństwo,
co prawda, im nie przeszkodziło. Ale przecież instytucjami kościelnymi kierowali przedstawiciele tych samych elit. Ale
Kościół nie inspirował podbojów. Być może, jeśli by się przeciwstawił elitom (religia chrześcijańska niesie wiele
humanizmu), to byłby zwalczany podobnie jak dzisiaj.
- Rewolucja francuska. Środowiska, które w wieku XVIII zaczęły dominować we Francji, stoczyły krwawą wojnę z dotychczasowymi
elitami, wciągając w okropne rzezie całe społeczeństwo. To był majstersztyk propagandowy (powtarzany wielokrotnie aż do dziś),
kiedy w imię szczytnych i chwytliwych haseł dokonuje się rzeczy potwornych.
- Pierwsza wojna światowa. W imię konkurencyjnych interesów elit różnych państw wywołano w Europie rzeź na niespotykaną
wcześniej skalę.
- Druga wojna światowa. Elity zachodnioeuropejskie, głównie (ale nie tylko) niemieckie, doprowadziły do ludobójczej wojny
totalnej, która wkrótce ogarnęła prawie cały świat.
Po wschodniej stronie Euro-Azji też powstawały państwa i elity agresywne. Począwszy od Czyngis-Chana, skończywszy na Rosji.
Ale powróćmy do Europy Zachodniej.
Konkurencyjne interesy elit Europy Zachodniej często były realizowane w sposób agresywny (przez przemoc).
Jakie były (i są) te interesy? - Są to przede wszystkim interesy ekonomiczne. Chęć zwiększenia obszaru do eksploatacji:
rolnictwo, surowce, siła robocza). Jest to preferowanie rozwoju ekstensywnego. W opozycji do rozwoju intensywnego, realizowanego
przez doskonalenie i poprawę wydajności systemu wewnętrznego, a przede wszystkim poprawę organizacji.
Niestety, takie podejście widzimy i dzisiaj. Na przykład w traktowaniu tzw. nowych państw Unii Europejskiej jako łupu w postaci
rynku zbytu i źródła taniej siły roboczej. Także jako obszar tzw. drenażu mózgów (pozyskiwania zdolnych i wykształconych pracowników).
Komunizm zachodnioeuropejski jest atrakcyjny dla tamtejszych elit, ponieważ kieruje zainteresowanie mas w sfery łatwe do manipulacji
ludźmi: sfery haseł obyczajowych, wolnościowych, ateistycznych. W ten sposób zdobywa się masowe, przynajmniej formalne, poparcie.
Komuniści zachodnioeuropejscy, stanowiący bezpośrednią kontynuację rewolty komunistycznej 1968 roku - rządzą dziś państwami
dominującymi w Unii Europejskiej: Niemcami i Francją. Dokładniej: wydaje im się, że rządzą. Choć w wielu sprawach - drugorzędnych
z punktu widzenia elit - mają dużo do powiedzenia.
Zachodnioeuropejskie elity rządzą dziś przy pomocy komunizmu marksistowskiego.
Trzeba w tym miejscu podkreślić, że komunizm jest tylko ideologią. A komunizm "praktyczny" jest jedynie jedną z form
zamordystycznego reżimu, sprawowanego przez sitwy. Zjawisko dobrze znane z historii. Komunizm należy do tych samych mglistych
kategorii pojęciowych co faszyzm i nazizm. Jest rodzajem tyranii w rozumieniu starożytnych Greków i republikańskich Rzymian.
Komunizm jest wrogiem republiki.
Zamiast gilotyny...
Poniedziałek, 30 Października 2017 roku.
Liberalizm jest trucizną
Liberalizm jest groźną trucizną. Jest trucizną niszczącą wspólnotę. Przewrotna nazwa stwarza pozory odwoływania się
do wolności. Źródłosłów łaciński: liberalis - wolnościowy, szczodry; od liber - wolny.
W rzeczywistości liberalizm jest
konsekwencją przyjęcia postawy moralnej opisanej przez Friedrich'a Nietzsche'go.
Postawy akceptującej istnienie uprzywilejowanej, mniejszościowej grupy ludzi, której nie obowiązują zasady moralne.
Dla dobra tej wybranej lub samozwańczej mniejszościowej grupy jednostek wyższego stanu dopuszczalne jest poświęcenie dobra
lub nawet istnienia większości społeczeństwa.
W praktyce liberalizm zmierza do wytworzenia zatomizowanego (rozdrobnionego
na małe części) społeczeństwa, w których każdy jest wrogiem każdego, a wygrywa - zgodnie z prawem dżunglii - silniejszy.
W swej istocie liberalizm jest antycywilizacyjny.
Koncepcja, że wolna i nieskrępowana działalność jednostki jest motorem
postępu w życiu społecznym, którego całością rządzi zasada autoregulacji, przynosząca pomyślność ogólną w wyniku starć
i kompromisów interesów indywidualnych - prowadzi do
zaprzeczenia praw i wolności jednostki, do narzucania zasad siłą, do prawa dżunglii, do ludobójstwa. Przykładem jest komunizm
rosyjski i narodowy socjalizm niemiecki.
W sferze polityki liberalizm jest nie tylko antydemokratyczny, ale także skrajnie antyrepublikański.
Liberalizm prowadzi do wyzysku słabszych społeczeństw przez społeczeństwa silniejsze (militarnie, gospodarczo).
Prowadzi, wbrew przewrotnej nazwie, do niewolnictwa.
Liberalizm bywa uzasadniany na różne sposoby. Jednak w praktyce kryją się za nim zazwyczaj systemy bogacenia się niewielu
jednostek kosztem wielu.
Naturalnym przeciwnikiem liberalizmu jest religia chrześcijańska ze swoimi zasadami moralnymi i "miłością bliźniego".
Instytucja chrześcijaństwa, którą jest Kościół (a dokładniej: Kościoły), także może - jak to z ludźmi bywa - zostać
zaprzęgnięta w politykę liberalną. Jednak na dłuższą metę chrześcijaństwo sytuuje się na biegunie przeciwnym do liberalizmu.
Chrześcijaństwo jest zaciekle zwalczane przez środowiska liberalne.
W ostatnich dniach przejawem walki liberałów z chrześcijaństwem jest żądanie najwyższego sądu francuskiego by usunąć krzyż
z pomnika Papieża Jana Pawła II. Pomnik stoi w bretońskim miasteczku Ploërmel.
Komu przeszkadza krzyż? W jaki sposób przeszkadza?
W czym przeszkadza? Czy przeszkadza w łamaniu dekalogu? Przecież jak ktoś nie chce przestrzegać dekalogu, to - dopóki
nie łamie prawa - nic mu za to ze strony innych ludzi nie grozi.
Sprawę trzeba postawić w inny sposób. Czy przestrzeganie dekalogu komuś przeszkadza? Komu przeszkadza? - Przestrzeganie
dekalogu przeszkadza liberałom w manipulowaniu społeczeństwem. Francuski sąd powołuje się na "rozdział Kościoła od państwa".
A przecież "rozdział Kościoła od państwa" - niezależnie, co to mgliste sformułowanie oznacza - do swobody wizji artystycznej
nijak się nie ma.
O co więdz chodzi? - Chodzi o zawładnięcie sumieniami ludzi. A właściwie o odsumienienie obywateli.
Po co? By łatwiej nimi powodować, kierować. Odsuwać od myślenia o wspólnocie. By niszczyć ducha wspólnoty. Po to, by łatwiej
robić duże interesy.
Liberalizm jest trucizną.
Jedynym skutecznym antidotum jest chrześcijaństwo.
Piątek, 20 Października 2017 roku.
Reforma sądownictwa.
Dziś po południu ma się odbyć spotkanie Jarosława Kaczyńskiego (Prezesa Prawa i Sprawiedliwości - partii
rządzącej) z Andrzejem Dudą (Prezydentem Rzeczypospolitej). Ważnym elementem sytuacji jest to, że Andrzej Duda
został wysunięty i wybrany na Prezydenta dzięki partii Prawo i Sprawiedliwość. To bardzo ważny wątek, który
poruszę później. Zanim poznamy wynik planowanego spotkania, dokonajmy analizy faktów.
- Spotkanie Andrzeja Dudy i Jarosława Kaczyńskiego dotyczy reformy polskiego sądownictwa na drodze ustawowej.
Prezydent zawetował kluczowe ustawy reformy wyraźnie popieranej przez większość społeczeństwa. Zawetowanie
ustaw jest najważniejszym elementem aktualnej sytuacji na polskiej scenie politycznej.
- Decyzja o zawetowaniu, czyli praktycznie o "utrąceniu" ustaw przygotowanych przez własny obóz polityczny,
w dodatku w momencie gwałtownego, a nawet brutalnego ataku opozycji na ustawy - jest faktem nieczęsto spotykanym
w historii. Walka polityczna toczy się zazwyczaj między odmiennymi środowiskami politycznymi. Ostre
i gwałtowne wystąpienie przeciwko własnemu obozowi jest zdarzeniem nadzwyczajnym i powszechnie potępianym.
Postepowanie Andrzeja Dudy wypada określić jako zdradę własnego obozu politycznego. Obozu, dzięki któremu uzyskał
stanowisko. Nielojalność i niewdzięczność - to postawy zazwyczaj bardzo źle oceniane.
- Decyzja Prezydenta wzmocniła pozycję opozycji stawiającej sobie za cel główny obalenie rządu.
- Argumenty Prezydenta wprost kwestionują prawo większości parlamentarnej do decydowania o treści ustaw.
Argument podnoszący nieuprawnienie jednej partii do decydowania o ustawach jest nieadekwatny w systemie
demokratycznym. Miałby sens w systemie autorytarnym, w ustroju totalitarnym (np. w PRL), w którym nie ma
wolnych wyborów i pluralizmu politycznego (nie można swobodnie tworzyć partii politycznych).
- W ustroju demokratycznym każda partia może uzyskać (ale także stracić) większość parlamentarną. Praw tej
większości nie wolno kwestionować. W przeciwnym przypadku dojdziemy do absurdu, kiedy decyzje ustawowe musiałyby
być akceptowane przez wszystkie istniejące partie polityczne, nawet te pozaparlamentarne. Albo jest ustrój
demokratyczny, oparty o rządy większości wybieranej w wolnych wyborach, albo mamy do czynienia z jakimś rodzajem
oligarchii, gdzie decyzje wynikają z przepychanek różnych fakcji (grup interesów, sitw).
- W ustroju demokratycznym uzyskanie większości sejmowej przez jeden obóz polityczny jest czymś normalnym
i zgodnym z duchem demokracji. Objęcie rządów przez jedną partię jest nawet bardzo pożyteczne dla wspólnoty, pod
warunkiem, że partia rządząca jest uczciwa.
- Prezydent wnioskował o podejmowanie decyzji w Sejmie większością 3/5 głosów przy
wyborze sędziów. Partia rządząca przystała na to pod naciskiem (szantażem) Prezydenta, ale to był błąd.
Podejmowanie decyzji większością wyższą niż większość zwykła jest uzasadnione tylko w wyjątkowej sytuacji,
między innymi w sprawie zmiany konstytucji. Przenoszenie tego na zwykłe sprawy byłoby ruchem w niedobrym
kierunku. Praktycznie w kierunku anarchii i chaosu. Ten niedobry kierunek i tak jest już obecny w polskim prawie,
co Polskę bardzo osłabia.
- Argument przeciwko "partyjniactwu", czyli wpływowi partii politycznych na rządzenie jest argumentem
pozbawionym sensu. Partie polityczne są bowiem naturalną formą organizowania się ludzi mających podobne
poglądy polityczne i popierających określone koncepcje rządzenia wspólnotą. Wszelkie dążenia do anarchii
kończą się władzą sitw.
- "Prezydent chciałby, aby wybór nie był monopartyjny" - mówią przedstawiciele Kancelarii Prezydenta.
Oznacza to, że Prezydent kwestionuje konstytucyjne prawa większości demokratycznej. Konstytucja nie zabrania
uzyskiwania większości przez jedną partię. Gdyby tak było, konstytucja prowadziłaby do naruszenia podstawowej
idei ustroju demokratycznego. Postępowanie Prezydenta jest w sposób oczywisty antydemokratyczne. Ale jakie są
tego przyczyny?
W grę wchodzą dwie:
- Prezydent tworzy wokół siebie grupę polityczną, opartą na środowisku byłej Unii Wolności (wcześniej Unii
Demokratycznej), która sprzeciwiała się istotnym zmianom struktur polskiego państwa przy odchodzeniu od
"komunistycznego" systemu PRL.
- Prezydenta skłoniono (zmuszono? kto?) do zawetowania ustaw.
Innych możliwości w zasadzie nie ma. Bo przecież tłumaczenie, że Prezydent uległ argumentacji Zofii
Romaszewskiej, powołującej się na doświadczenia z zupełnie innej (niedemokratycznej) rzeczywistości politycznej
- jest tłumaczeniem, delikatnie określając, bałamutnym.
- Czy decyzja Prezydenta jest niespodzianką? - Tak.
Jednakże były wcześniej sygnały, że takie postępowanie Prezydenta może się zdarzyć.
Jakie to przesłanki?
- Prezydent należał do Unii Wolności.
- W Kancelarii Prezydenta działy się jakieś ukryte wydarzenia, których efektem było kilka dymisji i zmian na
ważnych stanowiskach.
- Łatwo dostrzegalnym skutkiem decyzji Prezydenta jest utrudnienie sytuacji politycznej polskiego rządu
i, potencjalnie, osłabienie skuteczności Prawa i Sprawiedliwości w reformowaniu państwa. Rezultatem jest także
ośmielenie środowisk przeciwnych rządowi do wzmożenia agresji ataków propagandowych na rząd.
Przeciwnicy polityczni mogą się wzajemnie atakować. Jednak w demokracji nadmierna agresja, zakłamywanie
informacji, wywoływanie nieuzasadnionych emocji przez tzw. celebrytów - nie służą dobrze wspólnocie narodowej.
Prezydent - być może mimowolnie(?) - dodał śmiałości tym politykom i celebrytom, którzy negują znaczenie
wspólnoty narodowej.
Czym innym jest krytyka dokonywana przez obywateli, skierowana przeciw decyzji tej czy innej władzy, a czym
innym jest - zwłaszcza w systemie demokratycznym - zachowanie ludzi na najwyższych stanowiskach państwowych -
czyli przywódców.
Dotyczy to zresztą każdego ustroju politycznego.
Już dawno filozofowie (Sokrates, Platon, Arystoteles, Św. Tomasz z Akwinu) zauważyli, że demokracja jest loterią.
Możliwe jest wybranie dobrej władzy (sprawiedliwej i uczciwej). Ale możliwe jest także wybranie władzy złej
(niesprawiedliwej i nieuczciwej).
To jest ryzyko demokracji.
Sokrates był wobec demokratycznej loterii skrajnie konsekwentny, przyjmując
rezultat związanego z nią ryzyka nawet w obliczu śmierci.
W Polsce podjęliśmy ryzyko demokracji, ponieważ leży to w naszej wielowiekowej tradycji politycznej.
Zatem, konsekwentnie, nie powinniśmy negować reguł systemu demokratycznego.
A Prezydent właśnie to zrobił.
Co zrobi z tym dalej? - Zobaczymy.
Ma to duże znaczenie.
Czy Prezydent został przeciwnikiem Prawa i Sprawiedliwości? Czy jest nim Kancelaria Prezydenta? Czy rolę grają
prezydenckie ambicje polityczne?
Z pewnością każda decyzja w tej sprawie znacząco i na długo wpłynie na rozwój sytuacji politycznej w Polsce.
A może nie tylko w Polsce.
Niedziela, 15 Października 2017 roku.
Sprawa protestu rezydentów.
Od wielu dni trwa w Polsce protest głodowy rezydentów. Rezydenci (w tym kontekście) to lekarze w okresie robienia specjalizacji
w jednej z dziedzin medycyny. Na marginesie trzeba stwierdzić, że autorzy ustawy o zawodzie lekarza wymyślając dla medyka nazwę
"rezydent" wykazali wyjątkowo duże lekceważenie dla ducha języka polskiego.
Przebieg protestu: brak jakiejkolwiek logiki w postępowaniu protestujących, protestowanie dla samego protestu wskazuje, że protest
przygotowano na zamówienie polityczne w celu uderzenia w rząd. Nikt się, oczywiście, do tego nie przyzna, bo takie są reguły gry.
Wtorek, 3 Października 2017 roku.
Masakra w Las Vegas!
Wczoraj zamachowiec ostrzelał, z broni maszynowej, kilkudziesieciotysięczny tłum podczas imprezy muzycznej w Las Vegas (USA, stan Arizona). Ofiarami jest
ponad pół tysiąca(!) zabitych i rannych.
- Dlaczego mógł strzelać tak długo? Przecież możliwa jest lepsza ochrona imprez masowych. Politycy chronieni są
dobrze. Dlaczego słabo są chronieni zwykli obywatele?
- Dlaczego do hotelu można wnieść pokaźny arsenał broni: karabiny maszynowe i setki sztuk amunicji?
Przecież można zastosować środki ochronne wzorem portów lotniczych. W takich dużych hotelech jak ten, z którego
strzelano (wieżowiec), zwiększona ochrona powinna być normą.
- Uczestnicy imprezy nie wiedzieli, jak się zachować, jak się kryć przed ostrzałem. Właściwa reakcja mogłaby
zmniejszyć liczbę ofiar.
Najważniejszy jest w tej sprawie problem ochrony imprez masowych bez względu na koszty finansowe.
Zamiast koncentrować się na ochronie miejsc publicznych, uwaga opinii jest kierowana przez lewicowych polityków
i dziennikarzy w stronę zakazu dostępu obywateli do broni palnej. Skutkiem takiego zakazu będzie zamiana wolnych
ludzi w bezbronną tłuszczę skazaną na łaskę i niełaskę przestępców. Posiadanie broni przez obywateli jest czynnikiem
odstraszającym. Odstraszającym przestępców kryminalnych, a także przestępców państwowych (bo i tacy się zdarzają).
Może, co najwyżej, powinna być większa techniczna kontrola posiadaczy broni (na wzór kontroli drogowej kierowców).
Procedura takiej kontroli musi być, wzorem drogowej, ściśle określona dla uniknięcia nadużyć. Można wprowadzić
obowiązkowe, okresowe szkolenia posiadaczy broni palnej. Trzeba określić jasne (jednoznaczne) zasady użycia broni.
Czwartek, 6 Lipca 2017 roku.
Donald Trump w Polsce!
Przemawiając na Placu Krasińskich w Warszawie Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump mówił o niezłomnej woli Polaków walczących o wolność.
Wspomniał naszą walkę o wolność w czasie zaborów. Przypomniał o odparciu przez Polaków
najazdu bolszewickiego na Europę w 1920 r. Oddał hołd Powstaniu Warszawskiemu. Wyraził uznanie dla nieugiętości Polaków wobec komunizmu.
Nawiązał do udziału Polaków w walce o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
Podkreślił, że do walki o wolność niezbędna jest siła woli, że samo uzbrojenie nie wystarczy.
Opowiedział się po stronie wartości konserwatywnych: wolności, życia, rodziny, narodu, kultury, tradycji,
cywilizacji, praworządności, inicjatywy gospodarczej.
Stwierdził, że Ameryka i Polska mają wolę obrony wyjątkowej cywilizacji europejsko-amerykańskiej
przed zagrożeniami. Wyraził przekonanie, że cała Europa ma tę wolę.
Wezwał świat do obrony stabilizacji i pokoju.
Zapewnił o zamiarze zniszczenia terroryzmu i wspierających go sił.
Zaapelował do Rosji, by przestała siać zamęt na Ukrainie i popierać kraje destabilizujące świat, takie jak Syria czy Iran.
Zapowiedział udzielenie pomocy krajom Trójmorza w zakresie bezpieczeństwa, rozwoju i uniezależnienia energetycznego.
Potwierdził zasadę NATO udzielenia pomocy każdemu zagrożonemu sojusznikowi.
Lapidarne streszczenie przesłania Prezydenta Trumpa:
- Bóg, Honor, Ojczyzna;
- Wolność;
- Chwała bohaterom;
- Cywilizacyjna więź Europy i Ameryki;
- Wola obrony tradycyjnych wartości i kultury.
Podkreślić należy perfekcyjną organizację wizyty oraz entuzjastyczne przyjęcie przez Polaków.
Środa, 5 Lipca 2017 roku.
Trójmorze
Kraje położone w trójkącie, którego wierzchołkami są: Bałtyk, Morze Czarne i Adriatyk - stanowia obszar kluczowy dla
politycznej stabilizacji Europy.
Polityczne i militarne usiłowania budowy w tym obszarze silnego organizmu politycznego sięgają okresu panowania
Bolesława Chrobrego.
Od tamtego czasu w rejonie trójkąta trwa intensywna gra polityczna, w której elementami są:
- próby organizowania się krajów trójkąta;
- próby zawładnięcia trójkątem przez siły zewnętrzne.
Państwo Polskie uczestniczy w tej grze od tysiąca lat, z przerwą na okres zaborów. Ważnych wydarzeń w tym
procesie było bardzo wiele. Warto przypomnieć kilka z nich:
- Sojusz regionalny na początku panowania dynastii Jagiellonów, zakończony niefortunnie klęską militarną
pod Warną w 1444 r.;
- Unia Polsko-Litewska;
- Istnienie Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a w rzeczywistości wielu narodów Trójkąta.
Polska, a szerzej biorąc Rzeczpospoplita, politycznie i militarnie broniła regionu prze kilkaset lat.
O podstawowym znaczeniu Trójkąta dla Europy świadczą okoliczności wybuchu i przebieg obu wojen światowych.
Ich wybuch był możliwy z powodu rażącej słabości regionu - pierwsza, lub niedostatecznej siły i zwartości
regionu - druga wojna światowa.
Trójkąt posiada ogromny potencjał ekonomiczny i społeczny.
Oto państwa, które leżą w omawianym obszarze:
Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Austria, Słowenia, Chorwacja, Serbia, Bułgaria, Rumunia, Mołdawia, Ukraina,
Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia.
Bardzo ważnym dopełnieniem Regionu są państwa skandynawskie: Finlandia, Szwecja, Norwegia, Dania.
Kilka krajów Regionu: Serbia, Mołdawia i Białoruś - nie uczestniczy jeszcze w aktualnym projekcie Trójmorza.
W warszawskim szczycie Trójmorza nie uczestniczy, ze względów taktycznych, także Ukraina. Jest ona oczywiście
zainteresowana udziałem w projekcie. Z drugiej strony, jej udział jest pożądany przez państwa Trójkąta.
Sytuacja jest jednak taka, że Ukraina nie jest jeszcze gotowa politycznie, głównie z powodu wewnętrznej
niestabilności politycznej i gospodarczej. Do rozwiązania pozostaje także problem rozbieżności między Polską
i Ukrainą w zakresie oficjalnej interpretacji wzajemnych relacji w przeszłości.
Na marginesie tej sprawy można zauważyć przewrotne zachowanie środowisk wrogich współpracy Polski z Ukrainą.
Każdej próbie zacieśnienia stosunków polsko-ukraińskich towarzyszy jątrzenie w bolesnych ranach, takich
jak rzeź wołyńska, w celu storpedowania usiłowań poprawy stosunków pomiędzy bratnimi przecież krajami. Z drugiej
strony, niezaproszenie prezydenta Ukrainy na warszawski szczyt Trójmorza stało się (ze strony tych samych środowisk)
okazją do wrzucania nowych kości niezgody pomiędzy Polaków i Ukraińców. Kości te rzucane są jednocześnie po stronie
polskiej i ukraińskiej. Po prostu działają siły, których zadaniem jest niedopuszczenie
do zacieśnienia współpracy polsko-ukraińskiej. Tymczasem, taka współpraca jest warunkiem niezbędnym dla powodzenia
projektu Trójmorza. Tak było w przeszłości (w czasach I Rzeczypospolitej) i tak jest dzisiaj.
Wtorek, 4 Lipca 2017 roku.
Komisja śledcza d/s "Amber Gold"
Potwierdza się, uwyraźnia dobitnie, wcześniej dostrzegalny obraz Państwa Polskiego lat 2007-2015, które "istniało teoretycznie".
Po pierwsze: w tej konkretnej sprawie zaistniała nieprawdopodobna liczba dziwnych przypadków, zbiegów okoliczności,
niewytłumaczalnych pomyłek i rażących błędów, popełnionych przez bardzo ważne instytucje państwowe.
Po drugie: pokazały się dramatyczne, złe skutki wyznawanej przez Platformę Obywatelską skrajnej formy liberalizmu, nazywanej
neoliberalizmem, który promuje tzw. prawo dżunglii (czyli brak obowiązujących praw, poza "prawem kaduka"). Słowo "kaduk"
oznacza wielką niemoc, bezprawie.
Neoliberalizm otwarcie, a liberalizm skrycie - dąży w rzeczywistości do wielkiej niemocy państwa.
Dzień Niepodległości Stanów Zjednoczonych
Ogłoszenie Deklaracji Niepodległości w dniu 4 Lipca 1776 r. przez 13 stanów (brytyjskich kolonii w Ameryce)
było wydarzeniem, które w ogromny sposób wpłynęło na dzieje polityczne świata, nadając kirunek myśli politycznej, nazywanej
dziś demokracją.
W sferze materialnej zaowocowała wieloletnią wojną Stanów Zjednoczonych z Królestwem Wielkiej Brytanii o niepodległość.
W sferze politycznej rozpoczęła wieloletnie prace i namiętne dyskusje nad kształtem konstytucji państwa. W dyskusjach poruszono
szereg zagadnień, które są istotne do dzisiaj. Między innymi analizowano różne możliwe struktury parlamentu, roztrząsano status
interesu wspólnego wobec interesów cząstkowych. Za jedno z głównych zagrożeń dla demokracji uznano tworzenie się i wywieranie
presji na państwo przez tzw. fakcje (nie mylić z frakcjami), to znaczy grupy interesów, a potocznie mówiąc "sitwy", które próbują zawładnąć sferami państwa
w celu osiągnięcia korzyści kosztem wspólnoty.
"Demokrację zżerają fakcje."
Poniedziałek, 19 Czerwca 2017 roku.
VIVAT MALUTKA!
Sobota, 20 Maja 2017 roku.
Ekonomia
W mediach dyskusje o gospodarce znowu stają się rażąco nielogiczne i propagandowe. Trudne do wytrzymania dla odbiorców.
Mamy do czynienia z oderwaniem tak zwanych autorytetów ekonomicznych od rzeczywistości.
Statystycznie gospodarka rozwija się bardzo dobrze. W tej sytuacji odżywają konflikty interesów finansowych. Zwyczajny w takiej
sytuacji
konflikt o to, kto będzie korzystał z rozwoju.
Konflikty będą narastać, ponieważ wiele zaniedbań i błedów się nagromadziło. Przez wiele lat polska gospodarka napędzana była
bardzo niskimi zarobkami.
Ekonomiści akademiccy bywają bardzo odlegli od rzeczywistości. Wypowiadają się w sposób bezdyskusyjny
na tematy odległe od doświadczenia akademickiego. Wymądrzając się budują fałszywy autorytet. Jest to możliwe dlatego, że
wykształcenie ekonomiczne obywateli jest praktycznie żadne.
Zniekształcono przewrotnie sens słów i znaczenie pojęć.
Przykład: "pracodawca". Pojęcie zakłamane, ponieważ sugeruje,
że ktoś komuś coś daje. Tymczasem tu nikomu nikt nic nie daje. W rzeczywistości pracownik sprzedaje swoją pracę i swój czas
(w zasadzie sprzedaje siebie do
dyspozycji). Sprzedaje. Za ile? Za "co łaska"? Co jest tu godziwą ceną? Czy ceny pracowników są w Polsce godziwe? Czy nie jest tak,
że pracownik jest ofiarą dyktatu jakiejś sitwy
ustalającej koszty pracy? Jaki jest godziwy poziom zysku przedsiębiorcy, korzystającego z cudzej pracy? Od czasu do czasu jest
przywoływane hasło: "Z niewolnika nie ma pracownika!". Gdzie leży granica między niewolnikiem, a pracownikiem?
"Kupujący pracę", "pracokupiec", a nie "pracodawca".
Ceny produktów, sprzedawanych w Polsce są zbliżone do cen w krajach, gdzie płace są kilkakrotnie wyższee. W niektórych przypadkach
ceny w Polsce są nawet wyższe. Z tego wynika wprost, że u producentów polskich zostaje więcej zysku.
Powie ktoś, że polscy producenci płacą wyższe podatki. Nie jest to prawda.
Co się dzieje z pieniędzmy, które zostają u producentów? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy przyjrzeć się poziomowi majątkowemu
i stylowi życia polskich przedsiębiorców. Poziom ten statystycznie przekroczył już poziom życia przedsiębiorcy francuskiego
czy włoskiego.
Zwłaszcza w porównaniu z sytuacją większości społeczeństwa.
W czasie budowy (lub odbudowy) gospodarki trzeba zaakceptować zwiększenie deficytu budżetowego, długu publicznego oraz inflacji.
Wielu naszych ekonomistów nie jest w stanie tego zaakceptować, ponieważ są akademickimi doktrynerami. Tymczasem, inne kraje
nie przejmują się doktryną, dbając o rozwój gospodarki.
Doktrynerstwo przyczyniło się (obok innych czynników) do kryzysu w strefie euro, ubezwłasnowolniając poszczególne rządy.
Korzysta na tym gospodarka najsilniejsza.
Ogromnym problemem Polski jest emigrowanie obywateli "za chlebem" (Henryk Sienkiewicz, "Za chlebem", 1880). Można było tego uniknąć
w naszych czasach , budując, zamiast niszczyć, polską gospodarkę przez ostatnie 27 lat. Jednocześnie, w wielu sektorach brak jest
pracowników, przede wszystkim lekarzy i pielęgniarek.
Dlaczego struktura płac w Polsce jest chora? Nie leży to przecież ani w interesie większości obywateli, ani w interesie całego państwa.
Zatem w czyim?
Dopiero w ostatnim czasie została sformułowana i zaczyna być powoli realizowana strategia gospodarcza polskiego państwa.
Strategia ambitna. I jak zwykle krytykowana przez liberalnych doktrynerów ekonomicznych, szermujących hasłami niewidzialnej ręki rynku.
Nie tylko niewidzialnej, ale nieistniejącej. Rynek jest jednym z licznych zakłamanych pojęć, służących do zwalczania
konkurentów i zdobywania rynków zbytu.
Czwartek, 18 Maja 2017 roku.
Teatr Wielki w Warszawie.
"Jezioro łabędzie".
Najbardziej klasyczny z klasycznych baletów.
Perfekcyjne wykonanie pod każdym względem: tancerze, orkiestra,
scenografia, kostiumy.
Chwilami ciężka, ale zawsze piękna muzyka Czajkowskiego.
Bardzo interesująca koncepcja zmiany libretta, wprowadzająca dużo urozmaicenia do spektaklu.
Prawdziwa uczta. Duża dawka sztuki z najwyższej półki.
Największe brawa dla tancerek i tancerzy: fantastyczna praca na najwyższym poziomie!
Link do strony spektaklu
Czwartek, 23 Marca 2017 roku.
Zamach w Londynie!
Wczoraj w Londynie doszło do zamachu terrorystycznego. Zginęli przypadkowi przechodnie oraz policjanci. Zamachowiec, potomek imigrantów z kraju
muzułmańskiego, został zastrzelony na miejscu przez policję.
Reakcja władz brytyjskich, w tym zwiększona chwilowa liczba widocznych funkcjonariuszy sił porządkowych jest ukierunkowana na efekt psychologiczny, mający zmniejszyć
naturalne poczucie strachu wśród mieszkańców i turystów. Postępowanie takie jest słuszne, jednak pokaz siły post factum nie jest działaniem wystarczającym,
by skutecznie walczyć z terroryzmem.
Jakie działania będą skuteczne?
To trudne pytanie, a odpowiedź złożona. Odpowiedź wynika z analizy genezy aktualnej sytuacji. W skrócie można to przedstawić tak:
1. Trwa inwazaja islamu na Europę. Przybiera ona różne formy. Systematycznie się nasila.
2. Należy przeciwdziałać inwazji islamu na Europę.
3. Należy działać na wielu obszarach i w wielu miejscach.
Każdy z punktów reprezentuje zakres zagadnień, które wymagają szczegółowego omówienia. Nie tu jest na to miejsce, ponieważ nie da się tego zrobić
w skróconej formie. Ale trzeba to zrobić według przedstawionego schematu.
Poniedziałek, 20 Marca 2017 roku.
Wiosna!
Dnia 20 marca, o godz. 11.29 Słońce weszło w tzw. punkt Barana, co oznacza początek astronomicznej wiosny. Wbrew powszechnej opinii
początek astronomicznej wiosny nie jest tożsamy z równonocą wiosenną (zrównaniem długości dnia i nocy). Już dzień 18 marca trwał tyle samo
co poprzedzająca go noc z 17 na 18 marca. Kolejna noc była już krótsza od poprzedzającego ja dnia 18 marca, a dzień 19 marca jeszcze dłuższy
(o kila minut).
Różnica między datą początku astronomicznej wiosny i datą równonocy wiosennej wynika stąd, że Słońce widoczne jest na niebie nieco dłużej,
niż wynika to
z położenia geometrycznego. Dzieje się tak z powodu zakrzywienia (załamania) tak zwanych promieni słonecznych podczas przechodzenia przez soczewkę,
którą tworzy atmosfera.
Dlaczego punkt Barana?
Dlatego, że Słońce zaczyna być widoczne na tle części nieba nazwanej Baranem. Takich części na pozornej drodze Słońca (pozornej, bo przecież
to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie odwrotnie) jest 12. Koncepcja podzielenia tej drogi na części pochodzi z Mezopotamii i służyła
m. in. do określania dat.
Polskie nazwy tych części (znaków Zodiaku) pochodzą z XVI w. W punkcie Barana zaczyna się część pozornej drogi Słońca nazwana Baranem, a kończy
część nazwana Rybami. Nazwy te pochodzą od nazw gwiazdozbiorów, na tle których przebiega pozorna droga Słońca na niebie w ciągu roku.
Czwartek, 16 Marca 2017 roku.
Ustawka holendersko-turecka.
Tuż przed wyborami parlamentarnymi w Holandii oraz przed referendum konstytucyjnym w Turcji rozegrany został spektakl dla gawiedzi.
Spektakl, który odbił się szerokim echem na całym świecie.
Spektakl pokazujący stanowczość antyislamską proislamskiego, neoliberalnego rządu holenderskiego z jednej strony, a z drugiej
stanowczość prezydenta Turcji wobec Holandii i Unii Europejskiej.
Obie strony manipulacji: rząd holenderski i prezydent Turcji, nie musiały się nawet umawiać w sprawie podjęcia określonych działań.
Działania te należą bowiem do elementarza współczesnego marketingu politycznego i w przeszłości były już wielokrotnie stosowane w celu
kreowania pozornego wizerunku polityków, partii politycznych czy całych państw. Jest to rodzaj standardowej gry (propagandy)
politycznej.
Niestety, główne media najróżniejszego autoramentu w Polsce i za granicą nie zająknęły się o tym przed wyborami. Piszą o tym dopiero
po wyborach. A wyniki wyborów w Holandii są (referendum w Turcji zapewne będą) znacznie korzystniejsze dla rządzących
(aktorów manipulacji) od wcześniejszych przewidywań i sondaży.
Manipulacji uległa tak zwana gawiedź, czyli ta część społeczeństwa, którą cechuje powierzchowność myślenia, brak zastanowienia
oraz brak zdolności analitycznych. Gawiedź orientuje się niekiedy w tym co zaszło, jednak zazwyczaj orientuje się za późno.
Gawiedź w Holandii od pewnego czasu zaczęła się zniechęcać do pasywności rządu wobec islamu. Wynikła stąd potrzeba stworzenia
tymczasowego, na dzień wyborów, wizerunku rządu jako rządu stanowczego wobec Turcji. Gra była na rękę przezydenta Turcji, liczącego na poparcie
gawiedzi dla zwiększenia zakresu władzy prezydenckiej. Skoro manipulacja była krzystna dla obu stron, wzięły ochoczo w niej
udział i udawały pełne zaangażowanie i powagę w sporze toczonym na niby.
Manipulację rozpoczęto na kilka dni przed wyborami.
Środa, 15 Marca 2017 roku.
Teatr Wielki w Warszawie.
Nietuzinkowy "Turek we Włoszech".
W interesujący sposób pokazana opera Gioachino Rossini'ego z 1814 roku.
Prosta i oryginalna scenografia z klasycystycznym galionem i złamanym bukszprytem, tworzącymi romantyczny i dramatyczny nastrój.
Orkiestra poprawna. Intryga nieco zawiła, choć koncepcja wielowariantowego sterowania wydarzeniami "in statu nascendi"
przez poetę-dramaturga, bardzo ciekawa - nasuwająca skojarzenia z manipulowaniem
ludźmi i ich losem przez media, wytwórnie filmowe oraz różnych "macherów" - reżyserów życia publicznego.
Reżyseria bez rewelacji, choć koncepcje prowadzenia niektórych postaci, np. Don Narciso, ożywiają spektakl.
Jednak najważniejsza jest obsada. Cała jest dobra. Na duże wyróżnienie zasługuje para głównych bohaterów:
rewelacyjna, imponująca niespożytymi siłami
wokalnymi Fiorella oraz brdzo dobrze realizujący komediowy rys postaci Don Geronio.
Artyści się przebierają, prawie zawsze, w garderobie.
Tutaj widzimy to na scenie, bez żadnej przerwy w toku przedstawienia.
Piękna muzyka, piękny koloraturowy śpiew. Bez fajerwerków muzycznych, ale duża przyjemność.
Piękne!!!
Link do strony spektaklu
Czwartek, 24 Lutego 2017 roku.
Koniec okresu dekadencji?
Okres dekadencji (dekadencja: obrót wstecz, regres) światopoglądowej społeczeństw (dominujących większości w społeczeństwach) dobiega końca.
Przyczyna okresu dekadencji, której pocztek możemy datować na przełomie lat 60. i 70. XX w. (cezura: rok 1968) była podobna do tej z końca XIX w.
Było nią zachłyśnięcie się bardzo szybkim rozwojem nauki i techniki. Ludziom, nawet tzw. naukowcom, wydało się że wiedzą już prawie wszystko lub wręcz wszystko.
Charakterystyczny dla okresu dekadencji był kryzys edukacji, dominacja "nauk spekulatywnych", odchodzenie od nauk ścisłych, nawet od matematyki!!!
W rzeczywistości, wiele podstawowych zaganień pozostaje całkowicie nierozwiązanych, bardzo wiele jest rzeczy dla nauki zupełnie nieuchwytnych,
dotychczasowe modele i hipotezy przestają wystarczać do rozumienia świata. Innymi słowy, dzisiaj znów stajemy się bardziej kryczni, skromni.
Przekonanie, że wiemy już wszystko, dziś na powrót zastepujemy opinią "wiem, że nic nie wiem". Uświadomienie ograniczoności wiedzy, istnienia obszaru niewiedzy,
który jest ogromny, właściwie nieskończony, takie uświadomienie jest najlepszą podstawą do dalszego rozwoju wiedzy.
Dochodzi do tego "myślę, więc jestem".
Co prawda, rzesze zmanipulowanych odbiorców masmediów nadal przyjmują różne dyrdymały jako prawdziwe, to jednak - wbrew pozorom - coraz więcej ludzi znów używa głębszych
warstw rozumu. Trochę to trwało, ale "społeczeństwa" zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, jakiej manipulacji uległy. Coraz więcej ludzi odkrywa kulisy i motywy
globalizacji, władzy korporacji, mechanizmy eksploatacji zasobów ludzkich i przyrodniczych. Odkrywają, że za większością decyzji tak zwanych elit stoi pazerność.
Odkrywają, że pazerność (chciwość i maksymalizacja zysków) prowadzi świat w ślepą uliczkę.
Stąd bierze się ruch społecznego buntu, przetaczający się przez świat. W krajch cywilizacji tzw. zachodniej przybiera on formę buntu biedniejących klas średnich
przeciwko samozwańczym elitom lub wręcz sitwom. To, co się stało najpierw w Austrii, później na Węgrzech, następnie w Polsce i Wielkiej Brytanii - wybuchło
z dużą siła w Stanach Zjednoczonych.
Wszyscy teraz czekaja na to, co będzie we Francji, Nieczech, Włoszech.
Jak zwykle w takich przypadkach, elity nasiliły subtelną akcję propagandową, mającą przekierować, odwrócić ostrze buntu.
Ogromna próba sił trwa w Stanch Zjednoczonych, próba niewidziana tam od z górą trzydziestu lat.
Wraca sens pojęć, odrzucana jest poprawność polityczna, która przyczyniła się do zamętu komunikacyjnego i wszechobecnego bełkotu słownego.
Przed chwilą Donald Trump zakończył przemówienie, wygłoszone do amerykańskich konserwatystów. Przemówienie, które można określić
jako ant-ylewackie, anty-globalistyczne i anty‑poprawnościowopolityczne. Przemówienie, które w wielu aspektach: społecznym, gospodarczym, światopoglądowym,
musiało wywrzeć silne wrażenie na amerykańskich oraz europejskich środowiskach lewackich. Media tzw. liberalne rzuciły się natychmiast na to przemówienie
z nieskrywaną zajadłością, kłamliwością i pogardą.
Pośród ciekawych szczegółów warto zauważyć, że Trump obiecał otwieranie na powrót kopalni węgla kamiennego.
Oczywiście, nic nie może zostać przesądzone raz na zawsze. Zmagania różnych mentalności, uczciwości z pazernością, sprawiedliwości z niesprawiedliwością,
dobra ze złem - są wieczne. Wygrywa raz jedno, raz drugie.
Oby zachowano w tym wszystkim jakąś równowagę i rozsądek, bo różnie już bywało.
Zasoby są dla wszystkich. Jest ich dużo. Są jednak tacy, którzy chcą mieć łatwiej i więcej kosztem innych, stosując "prawo dżungli" ("prawo" silniejszego).
Społeczeństwa, zachłyśnięte rozwojem techniki, zwłaszcza techniki komunikacji, informatyki, zaczadzone zmasowaną propagandą i reklamą, społeczeństwa
oszukiwane przez sprzedajne media - zaczynają wracać do równowagi.
Piątek, 27 Stycznia 2017 roku.
Rocznica oswobodzenia więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.
W dniu 72-giej rocznicy oswobodzenia więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau z wiekszą niż zwykle siłą wypłynął problem
odpowiedzialności
za okropne zbrodnie, popełnione podczas II-giej wojny światowej.
Przykładem celowego, choć czasem ignoranckiego, zniekształcania historii jest używanie
sformułowania "polskie obozy zagłady". Sformułowania dla Polaków znieważającego i oburzającego. Podczas okupacji niemieckiej
zginęło - między innymi
w obozach koncentracyjnych - tak wielu Polaków, że oburzenie jest powszechne i wielkie.
Dlaczego takie oszczerstwo jest możliwe?
Jest kilka powodów.
- Słaba edukacja historyczna. Zjawisko powszechne. Także w Polsce. Historia nauczana jest przeważnie w sposób nudny. Bardzo
często kłamliwy.
- Historia drugiej wojny światowej została podzielona na różne wątki, inaczej nauczane w różnych krajach.
- Winni zbrodni chętnie by się podzielili odpowiedzialnością z niewinnymi, a najlepiej z ofiarami. Ciążące piętno byłoby
mniejsze. Przecież każdemu narodowi potrzebna jest duma narodowa.
- Niektóre środowiska żydowskie są antypolskie i chętnie oskarżąją Polaków o tzw. antysemityzm.
- Polska nie prowadzi międzynarodowej polityki historycznej.
- Historia II-giej wojny światowej nie jest całkowicie opracowana. Między innymi z powodu utajnienia wielu dokumentów. Ale także z powodów
politycznych.
Moim zdaniem, w całej sprawie jest dużo propagandy, dużo nieścisłości, za mało konkretów. Dotyczy to wszystkich stron
sporu. Tam, gdzie opis jęst mętny, łatwiej o manipulację.
Jak wyjść z tego zamętu pojęciowego?
Zacznijmy od wskazania winnego zbrodni popełnionych w niemieckich obozach koncentracyjnych. Powszechną odpowiedziedzią będzie:
"Niemcy".
Jest to odpowiedź niewłaściwa, bo niedokładna. Tak odpowiadając,
wchodzimy na grząski teren wieloznaczności, zamętu pojęciowego, braku precyzji - będących najlepszą pożywką dla propagandy.
Właśnie podobnym brakiem precyzji charakteryzują się
oszczerstwa "polskie obozy zagłady" - ta ich część, która powstaje z niewiedzy. Obozy niby "polskie", bo przecież na "polskiej"
ziemi. - Ale czy naprawdę na polskiej ziemi?
Co to znaczy "polska ziemia? "Przecież do niewoli
trafiają nie tylko ludzie, ale do niewoli może trafić także ziemia. Nie w każdym sensie jest wówczas "ziemią polską".
Dodatkowo, termin "polskie ziemie" bywa przez nas samych nadużywany. Przykład: "ślady osadnictwa starożytnego
na ziemiach polskich". Czy chodzi o to,
że ślady są na ziemiach polskich, czy o to, że osadnictwo odbywało się na ziemiach polskich? Ta druga interpretacja jest fałszywa, choć często
spotykana. Dlaczego fałszywa? - Ponieważ "ziem polskich" wówczas nie było.
Z podobnych "łamigłówek", wynikających z bałaganiarstwa językowego, można się wyplątać tylko w jeden sposób.
Tym sposobem jest precyzja
języka.
Poezja bywa piękna, a język poetycki nie musi być precyzyjny. Chociaż... wielki nasz poeta pisał: "Chodzi mi o to, aby język giętki
powiedział wszystko, co pomyśli głowa".
Niestety, często spotykamy myślenie o jednym, a mówienie o czym innym, czyli mówienie bez zrozumienia.
W opisach rzeczywistości posługujmy sie pojęciami jednoznacznymi! Wystrzegajmy sie bałaganu językowego.
Dlaczego odpowiedź "Niemcy" jest niewłaściwa? - Dlatego, że jest niejednoznaczna logicznie. O ile, w przybliżeniu, zbiór
niemieckich zbrodniarzy
zawiera się w zbiorze Niemców, to zbiór Niemców jest o wiele szerszy, a więc zbiór zbrodniarzy niemieckich jest tylko
podzbiorem zbioru "Niemcy".
Innymi słowy można w przybliżeniu
orzec, że niemieccy zbrodniarze wojenni są Niemcami, ale nie można (nie łamiąc zasad logiki) powiedzieć, że Niemcy to zbrodniarze
wojenni.
Lepsza byłaby odpowiedź z orzeczeniem imiennym: "Winne są Niemcy". Ale nie: "Winni są Niemcy", bo ta odpowiedź też nie jest jednoznaczna.
Jaka odpowiedź jest zatem właściwa? Właściwą odpowiedzią jest: "Winni są funkcjonariusze państwa niemieckiego Trzecia Rzesza
(konkretnego podmiotu
prawa międzynarodowego) oraz winne są instytucje tego państwa".
Takie proste postawienie sprawy utrudni jakiekolwiek manipulacje. Uwolni nas od dylematów, czy na tablicach, upamietniających ofiary
zbrodni, lepiej pisać o zbrodniarzach
hitlerowskich, niemieckich, czy nazistowskich. Lepsze będzie jednoznaczne: zbrodnie państwa niemieckiego. Powinniśmy, oczywiście,
żądać ukarania indywidualnych
funkcjonariuszy tego państwa (niezależnie od ich narodowości, bo narodowość i pochodzenie etniczne nie ma nic do tego).
Ale przede wszystkim powinniśmy żądać ukarania
państwa niemieckiego, czyli w praktyce żądać odszkodowania od spadkobierców prawnych Trzeciej Rzeszy, czyli od dzisiejszego państwa
niemieckiego.
Jednym ze skutków takiego
odszkodowania (skutkiem ubocznym) będzie zamknięcie ust oskarżycielom Polski i Polaków o współwinę za zbrodnie.
Trudniej będzie rozpowszechniać sformułowanie "polskie obozy zagłady".
Sformułowania takie są beszczelne i skandaliczne, ale skoro nie wskazujemy winnych... to winni udają niewinnych i obciążają kogoś innego.
Znamy to jeszcze ze szkoły: "Proszę pani, to nie ja, to on zaczął."
Winnych można (i trzeba) wskazać precyzyjnie, stanowczo i konsekwentnie.
Wtorek, 10 Stycznia 2017 roku.
Zatrute powietrze?!!
Zanieczyszczenie powietrza w Polsce zwiększyło się w ostatnich klilku dniach. Zwróciło to uwagę opinii publicznej na sprawę
bezpieczeństwa środowiska, w którym żyjemy.
Komentarz.
- Społeczeństwo alarmowane jest przez media (radio, telewizja).
- Brak ostrzeżeń ze strony służb publicznych. Powinny to być
komunikaty Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, ogłaszane w mediach ogólnopolskich i lokalnych.
- Działanie Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska należy ocenić jako niepoważne.
Na stronie internetowej GIOŚ (http://powietrze.gios.gov.pl) można się zapoznać z wynikami pomiarów zanieczyszczeń.
Umieszczenie informacji w Internecie to jednak o wiele za za mało. Nie spełnia żadnych wymogów aktywnego alarmowania.
Komunikaty są niejasne. Jeżeli powietrze jest szkodliwe dla zdrowia, to alarmowanie powinno być zdecydowane i szybko docierać do jak
najszerszych kręgów odbiorców. Nie wszyscy mają Internet. Niewielu wpadnie akurat na pomysł, by w danym momencie zajrzeć na stronę GIOŚ.
W dodatku, strona GIOŚ działa źle. Nie chodzi tylko o to, że się zawiesza.
Strona jest nieprzejrzysta. Często dane są nieaktualne. Nawet wyniki bieżących pomiarów prezentowane są z za dużym opóźnieniem. Stacji
pomiarowych jest stanowczo za mało. Do błędów gramatycznych i ortograficznych, do niedbalstwa - chyba już się przyzwyczailiśmy?
Linki do danych prowadzą
na manowce. Trudno znaleźć normy zanieczyszczeń. Kto to projektował?
Czy to kolejna sfera, w której Państwo istnieje tylko teoretycznie?
To nie tylko niedbalstwo i partactwo. To skandal. Kosztowny.
Niedziela, 8 Stycznia 2017 roku.
Smog ante portas!
Media alrmują: w wielu miastach Polski pojawił sie szkodliwy dla zdrowia smog!
Powtarzane są apele, by nie wychodzić z domu!
Jakie zagadnienia wiążą się ze smogiem? Co to jest smog?
Słowo smog powstało w Anglii z połączenia słów smoke (dym) i fog (mgła). Oznacza zamglenie spowodowane obecnością
w powietrzu stałych cząstek (składników dymu),
co przypomina mgłę. Często
smog zawiera zwiększone ilości zanieczyszczeń gazowych, takich jak tlenki azotu, tlenki siarki, ozon, tlenek węgla,
chlorofluorowodory. Smog zawiera zwiększone ilości substancji promieniotwórczych.
Smog bywa bardzo gęsty i bardzo trujący. Szkodliwy zwłaszcza dla osób starszych i dzieci oraz dla cierpiących na takie
choroby jak duszności, bronchit, astma.
W 1952 roku tzw. "wielki smog" zaciemnił ulice Londynu i zabił ok. 4000 osób w ciągu czterech dni, a dalsze 8000 zmarło w
ciągu następnych tygodni.
Dzisiejsze zainteresowanie smogiem może mieć taką dobrą stronę, że odwróci uwagę społeczeństwa od przesadnego zainteresowania
emisją dwutlenku węgla, a większą
zwróci na problem rzeczywiście poważny, którym jest chemiczne zanieczyszczenie powietrza.
Należy podkreślić, że dwutlenek węgla nie jest zanieczyszczeniem, nie jest substancją toksyczną. Wręcz przeciwnie: bez
dwutlenku węgla nie byłoby życia na Ziemi.
Zanieczyszczenia chemiczne, to zupełnie inna sprawa. Zanieczyszczeń chemicznych można by w wiekszości przypadków
uniknąć (lub znacznie ograniczyć),
jednak to kosztuje. Jak w wielu sprawach, tak i w tej, dużą rolę sprawczą odgrywa pieniądz, koszty i zysk.
Ile kosztuje życie lub zdrowie ludzi poszkodowanych przez smog?
Albo inna kwestia. Z powodu smogu na jeden dzień bywa wprowadzana w Warszawie darmowa publiczna komunikacja miejska. Ma to
zmniejszyć liczbę samochodów na ulicach,
a w konsekwencji zmniejszyć iliść spalin. Dlaczego jednak wyborów na prezydenta Warszawy nie wygrał kandydat obiecujący
darmową (na stałe) komunikację miejską?
- Nie wygrał dlatego, że jest z PiS-u. Merytoryczne argumenty się nie liczyły. Decyduje dziecinada w stylu "na złość babci
odmrożę sobie uszy".
W przypadku ochrony środowiska naturalnego mamy do czynienia z gigantyczną
hipokryzją, w tym także z hipokryzją ekologów. Płacimy za to wszyscy. Z apeli władz miejsckich wynika bowiem, że narażamy
swoje zdrowie wychodząc z domu na dwór/pole.
Sobota, 7 Stycznia 2017 roku.
Święta, święta, i... po świętach.
To powiedzenie zawiera w sobie żal, że świąteczny czas już minął. Znowu: praca, szkoła itd., itp.
Już jest po świętach Bożego Narodzenia u wiekszości Chrześcijan.
U Chrześcijan Prawosławnych święta Bożego Narodzenia trwają dopiero teraz.
Przyczyną różnicy jest nieprzyjęcie przez Prawosławie reformy kalendarza gregoriańskiego, wprowadzonej bullą papieża Grzegorza XIII w 1582 roku.
Reforma miała na celu lepsze
dostosowanie kalendarza do obserwacji astronomicznych. Obowiazujący wcześniej (a w Prawosławiu do dziś - ale tylko w datowaniu cerkiewnym) kalendarz juliański
- wprowadzony w roku 45 p.n.e. przez Juliusza Cezara - spóźniał się o 1 dzień na 128 lat.
Obowiązujący dziś na całym świecie kalendarz gregoriański spóźnia się o 1 dzień na 3322 lata.
ZIMA!!!
Nadeszła mroźna zima. Jeszcze trochę mało śniegu. Ale mróz jak trzeba!
"Zima co za pożytki i co za rozkoszy w sobie ma" - pisał Mikołaj Rej. W zimie można "z rozmaitym się źwirzem nagonić", "po głębokich wodach się nachodzić
albo najeździć",
"ryb rozlicznych nałowić", "z charty się przejeździć, na cietrzewka sieć zastawić, kuropatwiczkę rozsiadem przykryć". "Ano izba ciepła, ano w kominie
gore, ano
potraweczek nadobnych nagotowano, ano grzaneczki w czaszy w rozkosznym piwie miasto karasków pływają!".
W naszych czasach zima jest przede wszystkim testem obuwia! Pomimo ogromnego postępu technicznego w innych dziedzinach, w dziedzinie obuwia zimowego nastapił
ogromny regres.
Jesteśmy zalewani tandetnym, plastikowym "badziewiem", nie nadającym sie do dłuższego przebywania na śniegu i mrozie. Porządnych butów skórzanych
w sklepach nie ma. Nawet te drogie, nazywane skórzanymi, mimo że eleganckie, na śnieg i mróz mało sie nadają. Nawet buty turystyczne na ogół są kiepskie. Dobre
buty do chodzenia po górach też trudno kupić.
Modne i lansowane membrany w butach to pomyłka.
Buty tak zwane "skórzane", teoretycznie najlepsze, są wykonane
przeważnie z tandetnej, cienkiej, łatwo nasiąkającej skóry lub wręcz z "oszukanej" skóry (sztucznej skóry lub z prasowanej masy skórzanej).
A przede wszystkim, maja cienkie, gumowe podeszwy, słabo izolujące od zimna.
Dobra, mocna, skórzana cholewka, a zwłaszcza gruba, wielowarstwowa skórzana podeszwa,
podklejona (podzelowana) odpowiednio wyprofilowaną, zrobioną z szorskiej, dobrze izolującej i nieślizgajacej się, drobno spienionej gumy
(nie z pękającej pianki poliuretanowej) - to podstawa w obuwiu zimowym.
Niestety, prawo Kopernika działa także i w tej branży.
Piątek, 23 Grudnia 2016 roku.
Dziennikarze w Sejmie.
Co robią dziennikarze w Sejmie?
Obserwacja dotychczasowej działalności dziennikarzy w Sejmie prowadzi do wniosku, że znaczna liczba (jeżeli nie większość) dziennikarzy
to sprzedajni propandziści, intryganci i polityczni agitatorzy. To między innymi dzięki nim Sejm stał się areną pyskówek, pomówień i wszelkich
tak zwanych chec.
Za to, co większość dzinnikarzy robi z wizerunkiem Sejmu, powinni by zostać po prostu stamtąd przepędzeni i potraktowani metodą Kmicica (pognani batożkami
na golasa po śniegu).
To by było jednak niedemokratyczne. Jednakże demokracji potrzebni są rzetelni dziennikarze prezentujący fakty, a nie polityczni agenci i fałszerze.
Co należy zrobić?
Dziennikarze nie zajmują się przybliżaniem obywatelom prac nad prawem, uchwalanym w Sejmie. Zamiast tego stanowia forpocztę ugrupowań, walczących
o dostęp do koryta (porównanie za Orwell'em).
Ograniczenie liczby przedstawicieli poszególnych redakcji jest dobrym rozwiązaniem. Z posłami można się przecież spotykać do woli
poza Sejmem.
Ograniczenie liczby dziennikarzy w gmachu Sejmu przyczyniłoby się choć trochę do zwrócenia uwagi "państwa dziennikarzy" w kierunku tego, co się w Polsce dziej poza Sejmem.
A dzieje się i działo się bardzo wiele. Jakoś na przykład tak zwaną prywatyzacją interesowało się niewielu dziennikarzy. Przez lata był to temat
tabu. Dlatego było możliwe, że prawie niepostrzeżenie pozbawiono nas większości przemysłu. Gdzie wówczas byli dziennikarze?
Niestety misja demokratyczna dziennikarzy to w naszych czsach zwykła bujda.
Czwartek, 22 Grudnia 2016 roku.
Teatr Wielki w Warszawie.
Imponujący "Dziadek do orzechów i król myszy".
Świetnie wystawiony balet.
Jak zwykle, piękne tancerki i dynamiczni tancerze, dobra orkiestra, choć muzyka Czajkowskiego jest trochę ciężka. Ale przede wszystkim z wielkim
rozmachem zaprojektowana i wykonana scenografia! Sceneria warszawskiego Powiśla wręcz baśniowa! Do tego dochodzą wspaniałe kostiumy!
Klasyczny balet, wymagający wielkiego wysiłku i dużych umiejętności od wykonawców.
Piękne!!!
Link do strony spektaklu
Sobota, 10 Grudnia 2016 roku.
Krakowskie Przedmieście w Warszawie, Pałac Prezydencki.
Pieniactwo i warcholstwo łatwo przekracza granice chamstwa.
Okazuje się po raz kolejny, dokładnie w tym samym miejscu, że walka o "koryto" nie liczy się z moralnościa, etyką, patriotyzmem, szacunkiem dla rodaków,
wolnością przekonań.
Komu przeszkadza modlitwa?
Gwizdy, szyderstwa, okrzyki pogardy są w takiej chwili zachowaniem chamskim, głupim, całkowicie pozbawionym
jakiejkolwiek kultury. A to miało miejsce. Zakócenie modlitwy było celem, no właśnie: czyim? Komunistów, postkomunistów? Chyba nie, bo
ani jedni, ani drudzy nie okazywali wcześniej takiego nihilizmu. Przynajmniej publicznie. Więc czyim? Czy tym, którzy, jak określił to
w przemówieniu Jarosław Kaczyński, siła wywalczyli sobie przywileje, które teraz tracą?
Niezależnie od tego, czy ktoś jest "wierzący" czy "niewierzący", każda modlitwę wypada szanować i tyle.
Oprócz uczczenia ofiar, warto być w takim miejscu dla nauki społecznej, ale także dla nauki historycznej.
W tej samej bowiem okolicy rozgrywały się w XVIII w. dramatyczne sceny upadku Pierwszej Rzeczypospolitej. To jest ulica, po której chodzili zdrajcy, jak Poniński,
i patrioci, jak Rejtan. Wówczas zdrajcom chodziło dokładnie o to samo: o kasę!
Piątek, 9 Grudnia 2016 roku.
Teatr Wielki w Warszawie.
Świetnie wystawiony "Czarodziejski flet".
Piękna, pełna ornamentów muzyka, wspaniale brzmiące głosy!
Oryginalny, udany pomysł unowocześnienia opery Mozarta. Styl lat dwudziestych XX w. Scenografia i kostiumy perfekcyjne. Dynamiczny spektakl,
wyreżyserowany z dużym polotem.
Przepiękne "a ha ha ha"!
Obok mistrzowskiego śpiewu, bardzo dobre aktorstwo śpiewaków.
Koncepcja unowocześnienia wydatnie uczytelnia libretto i pozwala na większe skupienie się na muzyce.
Brawo!!!
Link do strony spektaklu
Niedziela, 4 Grudnia 2016 roku.
Barbórka!
Dzień Świętej Babary, patronki górników.
Media wytworzyły wokół górnictwa niedobrą atmosferę.
Z górników zrobiono uprzywilejowaną grupę zawodową, uprzywilejowaną kosztem innych.
Niższy wiek emerytalny, trzynaste i czternaste pensje, deputaty węglowe itd., itp.
Jedynie w momencie katastrof górniczych milkną liberalne oskarżenia. Widocznie dziennikarzom jest wówczas troche głupio...
Zawód górnika jest zawodem bardzo ciężkim. Także dla tych, co pracują na tak zwanej "górze".
A praca górnika "dołowego" jest tak ciężka i trudna, że zwykłym ludziom, którzy nigdy nie
byli "na dole", trudno jest to sobie wyobrazić. Wszelkie opisy, zdjęcia, filmy - nie oddają dobrze warunków tej pracy.
Ciemno, mokro, gorąco, duszno, ciasno. Pył, hałas, a gdzie indziej martwa cisza. Wielokilometrowe odległości do przebycia po ciemku, często
na piechotę. Stałe zagrożenie tąpnięciem i wybuchem metanu lub pyłu węglowego. Z szychty górnik wychodzi
pokryty od stóp do głowy czarnym pyłem węglowym. Na dół nie można zabrać nawet zegarka, bo będzie musiał być oddany do oczyszczenia.
Całe ubranie musi być zmienione. Po pracy trzeba wziąć prysznic, by jako tako wyglądać. Opis nie oddaje
psychologicznej strony tej pracy. Pracy, którą górnicy tak szanują.
Często podnoszony jest temat trzynastej lub czternastej pensji górników! To prymitywna manipulacja.
Liczą sią zarobki roczne. Każde wynagrodzenie roczne można podzielić nawet na sto pensji. Co by to było, gdyby pracownicy, na
przykład korporacji, otrzymywali setną pensję? To nic złego. To tylko zabieg księgowy. Powtórzmy: ważna jest wysokość zarobków
w skali roku. A gdyby tak, jak w niektórych krajach, otrzymywano pensję tygodniową? W ciągu roku byłoby ponad pięćdziesiąt pensji.
Górnicy umawiają się na takie warunki płacy, że część wynagrodzenia rocznego wypłacana jest pod koniec roku w formie dodatkowej pensji
z okazji "Barbórki". Taka niby nagroda, uroczysty dowód uznania. Ale mogli by się przecież umówić na jedną pensję, wypłacaną raz
do roku. Czy wówczas dziennikarze by narzekali, że górnicy maja tylko jedną pensję? Propaganda jest bardzo zakłamana, a ludzie dają się
łatwo manipulować, zwłaszcza kiedy można obudzić uczucia negatywne, szczególnie uczucie zazdrości.
Liberalni dziennikarze i propagandziści podnoszą sprawę trzynastej i czternastej pensji górników po to, by źle do nich nastawić
większość pracowników innych zawodów, zwłaszcza tych, którzy otrzymują formalnie dwanaście pensji. Formalnie, bo są przecież
premie, nagrody, diety, dopłaty do urlopów itp. W czasach PRL-u wytworzył się mit "trzynastki" jako ekstra nagrody łaskawie przyznawanej
za dobrą pracę, a właściwie za dobre sprawowanie. Do dziś trzynasta pensja jest traktowana jako "łaska" albo przywilej. W rzeczywistości trzynasta
pensja jest zaplanowanym składnikiem funduszu wynagrodzeń w przedsiębiorstwie. Takie czy inne tytuły wypłaty są dowolnie kształtowane, a ich
nazwa nie ma znaczenia finansowego.
Posługiwanie się argumentem trzynastej i czternastej pensji górniczej jest prymitywnym zabiegiem propagandowym!
Ile powinni zarabiąć górnicy? Ile w ogóle powinno sie zarabiać? Od czego to zależy? Od siły łokci, szerokości "pleców" czy od zasobów
cwaniactwa?
To bardzo zagmatwana i, tak naprawdę, trudna kwestia. Ale jest to kwestia ważna. W liberalnych kręgach trudno natrafić choćby na
ślad dyskusji na ten temat.
Dziennikarze nie chcą pamiętać, że w momencie uwalniania cen w tak zwanym "planie Balcerowicza" górnictwu zabroniono uwolnienia
cen węgla, zastosowano urzędową cenę po to, by utworzyć tak zwaną "kotwicę antyinflacyjną". Czyli po to, by umożliwić
realizację tego planu. Realizacja "planu Balcerowicza" odbyła się kosztem górnictwa. Oczywiście, nie tylko kosztem
górnictwa, ale koszt górniczy został zadekretowany wprost w planie budżetu państwa na 1990 rok. Zaopatrzenie górnictwa miało się
odbywać po cenach "rynkowych", ale już sprzedaż węgla po zaniżonych, sztywnych cenach urzędowych. Nic dziwnego, że w górnictwie
szybko pojawiły się astronomiczne długi. Skutki tej sytuacji ciążą nad górnictwem do dnia dzisiejszego.
Najbardziej krytykują górników ci, którzy najwięcej skorzystali na "transformacji ustrojowej" po 1989 roku.
Potrzebna jest debata na temat: Czym jest i ile kosztuje nasze bezpieczeństwo energetyczne?
Sobota, 3 Grudnia 2016 roku.
Co złego się dzieje z ekonomią, nauką o gospodarce?
Mimo wieloletnich (ponadstuletnich) starań, ekonomia wciąż nie radzi sobie z ogarnięciem funkcjonowania gospodarki w skali makro - czyli w skali państw i w skali
świata.
Społeczeństwa są karmione ekonomiczną papką propagandową, pełną pojęć, których znaczenia nie rozumieją. Nawet ludzie wykształceni nie rozumieją.
Dodatkowo, propaganda przesiąknięta jest wróżbiarstwem z jednej, oraz manipulacją - z drugiej strony.
Ekonomiści chętnie dają się wynajmować politykom i biznesowi. Zwłaszcza politykom liberalnym i biznesowi międzynarodowemu.
Zadaniem tych dyspozycyjnych ekonomistów nie jest badanie mechanizmów gospodarczych, lecz kreowanie klimatu społecznego, umożliwiającego osiaganie
jak największych zysków jak najniższym kosztem.
W tego typu układance, wpojonej społeczeństwu, nie ma miejsca na nic innego, prócz pieniądza.
Taka sytuacja stwarza miejsce dla utopijnych i niszczycielskich koncepcji gospodarczych, które są odreagowaniem na system pazerności i wszechwładzy
pieniądza.
Od czasu do czasu pojawiają się, co prawda, koncepcje zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego. Są one jednak ostro zwalczane, ponieważ ich naturalną
konsekwencją jest budowa silnej klasy średniej. A to z kolei zagraża ogromnym zyskom, osiąganym przez stosunkowo nieliczną grupę.
Jaka jest na to rada?
Należy wprowadzić edukację w zakresie choćby podstawowych pojęć gospodarczych. Edukację oczyszczoną z propagandy. W tym z propagandy liberalnej, opowiadającej
bajki o "wolnym rynku", "niewidzialnej ręce rynku", "prywatyzacji", "restrukturyzacji".
Zaśmiecenie ekonomii tak zwaną "nowomową" jest już groźne dla prestiżu i przyszłości samej ekonomii.
Ale przede wszystkim jest groźne dla cywilizacji.
Dlaczego?
1. Doprowadza świat do ogromnych napięć społecznych i politycznych. Świat, który nie ma już rezerw w postaci nowych kolonii do podbicia, w postaci nowych niewolników
do eksploatacji. Buntują się zasoby taniej siły roboczej. Świat dotychczas potrafił sie rozwijać tylko ekstensywnie. Przez zdobywanie, przeważnie siłą,
nowych zasobów.
2. Taka sytuacja blokuje rozwój ekonomii.
Koncepcja 80/20, do realizacji której dążą jeszcze niektóre wpływowe światowe środowiska, jest koncepcją złą samą w sobie i , na całe szczęście,
trudną do realizacji. Koncepcja ta zakłada, że społeczeństwa przyszłości w 20 procentach będą złożone z elit, pracujących i korzystających ze wszystkich dobrodziejstw i
cywilizacji, zamieszkujących zamknięte enklawy dzielnic w miastach lub inne izolowane obszary. Strefy te będą otoczone resztą, czyli 80 procentami społeczeństwa,
której będzie dostarczana tandetna rozrywka i tandetna żywność. Dla tej części społeczeństwa będą dostepne co najwyżej słabopłatne, najgorsze i najbardziej
ryzykowne miejsca pracy.
Do realizacji tej koncepcji niezbędna jest dezorganizacja, rozdrobnienie, przemieszanie etniczne i kulturowe społeczeństw.
Dotychczasowe społeczeństwa instynktownie się temu przeciwstawiają.
Do tego, by koncepcja 80/20 ostatecznie upadła, potrzebne jest opracowanie zasad strategii zrównoważonego rozwoju.
Dotychczas były tylko lepsze lub gorsze improwizacje na ten temat.
Piątek, 2 Grudnia 2016 roku.
Pierwszy śnieg.
To, co dzieje się na warszawskich ulicach, to jeden wielki skandal. Jezdnie odsnieżane są w taki sposób, że piesi brną powyżej kostek w brei mokrego śniegu
i błota.
Bardzo wielu tłumnie uczęszczanych miejsc nie odsnieżono wcale.
W zagłębieniach tandetnie wykonanych jezdni tworzą się kałuże. Piesi sa ochlapywani
przez przejeżdzające przez nie szybko samochody.
Źle zaprojektowane wiaty przystankowe prawie nie chronią od wiatru.
Osobom niepełnosprawnym, w podeszłym wieku, osłabionym, chorym oraz matkom z dziećmi w wózkach trudno się w niektórych miejscach poruszać z powodu
schodów i braku wind. Stacja metra Dworzec Wileński jest przykładem, jak nie należy budować.
Podobnie nie zmienia się od lat przejście podziemne pod skrzyżowaniem ulicy Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi. Przemieszczają się
tamtędy ogromne tłumy przechodniów. To dla wielu tor przeszkód, który trzeba omijać, choć jest to bardzo uciążliwe.
Miasto Warszawa ma przechodniów w doopie.
Wtorek, 29 Listopada 2016 roku.
Rocznica wybuchu Powstania Listopadowego.
186 lat temu spiskowcy wyznaczyli sobie czas i miejsce zbiórki o godzinie 17-tej pod pomnikiem króla Jana III Sobieskiego w Warszawie.
Jedna grupa wyruszyła do ataku na Belweder z zadaniem pojmania Wielkiego Księcia Konstantego
Pawłowicza Romanowa - namiestnika cara (car był także tytularnym królem Polski).
Druga wyruszyła do miasta z zadaniem wywołania powstania mieszkańców Warszawy.
Belweder zdobyto, ale Konstantego nie pojmano.
Mieszkańcy Warszawy początkowo zachowali się bojaźliwie, zwłaszcza ci bardziej majętni. Z czasem przełamano strach, ludzie wyszli na ulice w liczbie kilkunastu
tysięcy. O zwycięstwie przesądziło zdobycie magazynu broni (Arsenału), dokonane z udziałem żołnierzy 4-go Pułku Piechoty Liniowej (Czwartaków).
Do rana prawie cała Warszawa została opanowana przez powstańców. Konstanty ratował się ucieczką.
Powstanie trwało niespełna rok.
Wojsko polskie biło się bardzo dzielnie i ofiarnie. Odniosło szereg zwycięstw. Niestety, dowództwo (źle dobrane) nie było zdolne (lub nie chciało)
wykorzystać korzystnej sytuacji strategicznej. A później sytuacja się zmieniła, bardzo na niekorzyść.
W końcu polskie wojsko uległo rosyjkiej armii ekspedycyjnej.
Powstanie Listopadowe miało duże szanse sukcesu. Prawie tak duże, jak Powstanie Kościuszkowskie. Obydwa powstania nie wykorzystały jednak w porę korzystnego
momentu strategicznego i przyjęły podejście nazbyt defensywne. Nie bez udziału, w obu przypadkach, tak zwanej piątej kolumny (zdrajców lub cichych
zwolenników Rosji).
Jakie są źródła kunktatorskiej polityki Polski w czasie Powstania Listopadowego? - Niestety, spiskowcy nie mieli planu politycznego, szli "na żywioł", improwizowali.
Dlatego prawie od początku kontrolę nad powstaniem przejęły tak zwane elity, których znaczna część "urządziła się" pod zaborem rosyjskim i nie chciała
tego stracić.
Przebieg militarny i polityczny Powstania Listopadowego jest bardzo pouczający. Także z dzisiejszego punktu widzenia.
Wyciągajmy wnioski z historii.
Chwała bohaterom!
Niedziela, 27 Listopada 2016 roku.
Caritas i liberalizm.
Trwa akcja sprzedaży świec adwentowych przez Caritas. Dochód przeznaczony jest na pomoc ubogim.
Jednocześnie przez media, także media publiczne, przelewa się antyrządowa fala liberalizmu gospodarczego (pretekst: podatki).
Dlaczego? Bo rząd zaczął prowadzić solidarną politykę społeczną.
Wpływowej części społeczeństwa się to nie podoba. Czyli komu? - Tym, którzy uważają, że inni maja na nich pracować. A jak się to komu
nie podoba, to może wyjechać (tak jest teraz) lub uciec (tak było w PRL-u).
A jak przychodzi nadstawić karku, na przykład za niepodległość, to też niech robią to inni.
"Zawsze na wierzchu" - to dewiza od czasów saskich.
To oni nie dopuszczają do rozwoju klasy średniej. Bo przejściowo musieliby stracić. A może by wyszły na wierzch jakieś sprawki?
Złodziejski system trwa.
Od strony politycznej system przybiera piórka prawicowe, tak jak kiedyś przybrał lewicowe. W zależności od wiatru.
Z prawicą i lewicą nie ma to nic wspólnego. Bo to jest tylko propaganda, polityczny marketing.
Autentyczna prawica i lewica jest dla ich systemu groźnym wrogiem.
Pomoc ubogim, filantropia - jest w tej sytuacji nieodzowna.
Dlaczego jednak nie ubogacić ubogich przede wszystkim przez dobrze płatną pracę?
Czy dlatego, że niektórzy osiągnęli już w tym systemie, różnymi sposobami, dochody wyższe niż w państwach od nas bogatszych?
Pomagajmy. Ale zarazem domagajmy się solidarności także od polityków.
Liberalizm narobił już za dużo złego.
Dlaczgo jednak wciąż odnosi sukcesy propagandowe? - Ponieważ, podobnie jak w przeszłości, propagandę
opiera na niewiedzy (ciemnocie?) niedouczonego (celowo?) społeczeństwa.
Tak, jak w czasach rozbiorów: jedni chcieli się bić o niepodległość, inni chcieli się tylko dorabiać, nawet kosztem niepodległości Ojczyzny.
Tak, jak w Powstaniu Listopadowym: jedni chcieli się bić o niepodległoć, a inni się dorabiać...
Tak, jak w Powstaniu Styczniowym: jedni chcieli się bić o niepodległość...
Tak, jak w czasach Legionów: jedni...
Tak, jak...
Piątek, 25 Listopada 2016 roku.
Targi książki historycznej.
W Zamku Królewskim w Warszawie (Arkady Kubickiego), jak co roku o tej porze, odbywają się Targi Książki Historycznej. Nagromadzenie dużej ilości
wspaniałych książek. Pięknie wydane reprinty dawnych druków. Na stoiskach autorzy. Święto książki. Tłumy oglądających i kupujących. Nic dziwnego.
Link do Wydawnictwa Graf_ika (cykl powstańczy: Kościuszkowskie, Listopadowe,
Styczniowe):
http://graf-ika.pl//
Czwartek, 24 Listopada 2016 roku.
Przepiękny spektakl w Teatrze Wielkim w Warszawie.
Trzy balety.
- Chopiniana - klasyczny balet do muzyki Fryderyka Chopina, zaaranżowanej na orkiestrę. Kwiecista choreografia Michaiła Fokina.
Pięknie i finezyjnie zatańczony. Ciekawa, romantyczna scenografia.
- Bolero - brawurowo zatańczony balet do muzyki Maurycego Ravela. Dynamiczna, świetnie dostosowana do muzyki, wymagająca żelaznej kondycji tancerzy, porywająca
choreografia Krzysztofa Pastora. Popis zespołu baletowego. Popis orkiestry.
- Chroma - ultranowoczesny balet. Ostra muzyka: Joby Talbot i Jack White. Choreografia dla ludzi z gumy, wręcz sportowa: Wayne McGregor. Bardzo dynamicznie,
ekspresyjnie, a nawet atletycznie zatańczony.
Cały spektakl bardzo dobry. Zespół baletowy, orkiestra, choreografia, scenografia, kostiumy (rewelacyjne do Bolera!) - na najwyższym poziomie.
Link do strony spektaklu