IDEA RZECZY

POLITYKA

PRZYRODA

HISTORIA

EKONOMIA

NOTATKI

FIZYKA

MATEMATYKA

PROGNOZA POGODY


POLSKA I UKRAINA



Jakie znaczenie ma dla nas Ukraina?

Hetman polny litewski Jan Karol
 Chodkiewicz Hetman kozaków rejestrowych Piotr 
Konaszewicz-Sahajdaczny Czy ważnym dziś zadaniem jest byśmy czcili pamięć naszych rodaków pomordowanych w rzezi wołyńskiej?
- Tak, to jest bardzo ważna sprawa.
Jeszcze ważniejszym zadaniem na dziś jest nie dopuścić, by podobne zdarzenia miały miejsce w przyszłości. To jest zadanie numer jeden!
Trzeba z historii wyciągać naukę.
Zrobić wszystko, ale naprawdę wszystko, co można, by wzmocnić nasz potencjał obronny. Jeżeli ten potencjał będzie mały, to naród nasz zostanie wydany na pastwę wrogów, z takimi konsekwencjami jak rzeź Pragi, rzeź urządzaną przez państwo niemieckie nieustannie w latach 1939-1945, rzeź wołyńska urządzona przez bandytów ukraińskich, rzeź rosyjska w latach 1939-1956.
Zauważmy przy tym, że, z wyjątkiem rzezi wołyńskiej, pozostałe urządzone były przez legalne władze naszych sąsiadów.
Z historii płynie między innymi taka nauka, że przed ekspansją rosyjską i turecką broniliśmy się skutecznie mając po naszej stronie Ukrainę (czyli dawną Ruś Kijowską - nie mylić z Rosją). Po przejęciu Ukrainy przez Rosję nie cieszyliśmy się już długo niepodległością, a klęski zadawali nam Rosjanie posługujący się wojskami ukraińskimi.
Dlatego jest sprawą o podstawowym znaczeniu utrzymanie Ukrainy po naszej stronie. Wbijanie klina między nas a Ukrainę jest działaniem na szkodę Rzeczypospolitej.
Ciekawe, że tego klina nie wbijano, kiedy - do niedawna - Ukraina stała po stronie Rosji. Od momentu, kiedy się zaczął proces uniezależniania Ukrainy od Rosji, rozpoczął się inny proces, proces wbijania między nas i Ukraińców klina niechęci (a nawet nienawiści). Wykorzystywane są tu naturalne emocje, związane z tragedią mordu wołyńskiego. Nagle stało się to sprawą ważniejszą od korzystnej dla Polski strategii.
Nie pierwszy raz w naszej historii roznieca się emocje, które są sprzeczne z racjonalnym podejściem strategicznym. Jak w historii, tak i teraz nie chodzi o przejmowanie się tragicznym losem ofiar, ale o  konkretne teraźniejsze i przyszłe interesy. Tak samo było chociażby podczas powstań kozackich w I-szej Rzeczypospolitej i podczas wojny polsko-rosyjskiej 1919-1920.
I my zapłaciliśmy, i Ukraińcy zapłacili dramatycznie wielką, tragiczną cenę za błędy wzajemnej waśni.
Powtarzam, nie chodzi w tej grze o emocje, lecz wspólny interes strategiczny. Wydobywajmy w tym celu z historii na wierzch to wszystko, co nas łączyło. A było tego wiele. Chociażby zwycięskie wspólne walki z Turkami czy Moskwą.
Bądźmy mądrzy po szkodzie. Nie dajmy się nabierać na takie same od lat sztuczki propagandowe naszych wrogów.
Chęć i obowiązek uczczenia ofiar, pamięć o nich, nie jest usprawiedliwieniem dla promowania głupoty strategicznej. Czcząc pamięć poległych, chodząc na ich groby demonstrujemy przecież naszą gotowość do walki o wolność, za którą oni zginęli. Demonstrujemy naszą determinację niedopuszczenia do powtórzenia podobnych dramatów.
Ważne jest, by sprawcy i ich spadkobiercy polityczni i narodowi potępili zbrodnię. Jednak przywiązujemy do tego nazbyt duże znaczenie. Symbole i gesty są ważne. Są konieczne, ale nie są wystarczające Płonna jest powszechna nadzieja, że potępienie sprawi, że zbrodnie się nie powtórzą, choć przecież powtarzały się już wielokrotnie. Że nikt nas nie zaatakuje, choć atakowano nas wielokrotnie. Że dotrzymywane będą umowy pokojowe i sojusze, choć często były łamane i były niedotrzymywane wielokrotnie.
Powinniśmy wreszcie pojąć, że grupy ludzi zachowują się jak stada. Że jedni są lepsi pod względem moralnym, a inni gorsi. Ma to swoje dobre i złe strony. Zależy to od systemu kształcenia, od poziomu przywódców, od rodzaju propagandy.
Jeżeli stado dostrzeże, albo ulegnie złudzeniu, że ma w tym interes, to bardzo możliwe, że zaatakuje. Całe szczęście, że nie dzieje się to bardzo często, bo agresję hamuje religia i kultura. A przynajmniej usiłuje hamować.
Umowy, sojusze, pomniki, hołdy, potępienia - mogą być odwrócone z dnia na dzień. Tak jak z dnia na dzień zmienione mogą być nazwy ulic: z katów na ofiary lub odwrotnie.
Wiedząc o tym, powinniśmy na pierwszym miejscu stawiać realny i materialny potencjał: nasz potencjał militarny, gospodarczy, demograficzny. To, i tylko to umożliwi nam realizację strategii. Umożliwi osiąganie naszych celów strategicznych.
Jeżeli możliwe są sojusze, to bierzmy je, bo są bezcenne. Jednak nie rezygnujmy z siły własnej, nie polegajmy wyłącznie na obcej protekcji. Nawet najbardziej przyjazna i potężna może się kiedyś skończyć.
Jednak, jeżeli już mamy sojuszników, to pilnujmy tych sojuszy. Naturalne i zrozumiałe są próby, podejmowane przez naszych wrogów lub konkurentów. Próby i usiłowania poróżnienia naszych sojuszników z nami, a nas z nimi. Nie wolno dopuścić, by te próby i usiłowania były skuteczne.
Zawieranie i osłabianie sojuszy jest nieodłącznym elementem rozwoju i upadku wielu państw i  cywilizacji. Wiadomo o tym, przecież jest to nauczane na lekcjach historii. Opisują to barwnie liczne wielkie powieści i dzieła filmowe.
Jednakże często, bardzo często nauka idzie w las, nie w nas. Pilnujmy, by szła bardziej w nas.
Trzeba przypomnieć, że dywersja Moskwy w naszych relacjach z Ukrainą siega co najmniej Unii Hadziackiej, czyli układu polsko-ukraińskiego z 1658 r. (już po powstaniu Chmielnickiego agenci rosyjscy wywołali bunt "czerni" przeciwko starszyźnie kozackiej, co storpedowało zawarty już układ polsko-ukraiński).
Pytaniem jest nie "czy", ale "jak" budować strategiczny sojusz z Ukrainą, młodym państwem, które pojawiło się u naszych granic.